Zacznę od niej, ponieważ jest to podstawa chrześcijańskiej wiary.
Biblia, wielkie dzieło, powiedziałbym nawet arcydzieło, które wciąga czytelnika lepiej niż nie jedna książka. Szkoda jedynie, że wielu ludzi tego nie dostrzega, nigdy nie przeczytało nawet kawałka, pozostawiając ją na półce, o ile w ogóle się ją ma. Bo źle gdy Biblia jest w takim stanie jak prosto z księgarni, powinno widać, że była, i jest czytana.
Jest to Słowo Boże, które powinno być w naszym życiu, i o tym pamiętajmy, bo nie jest to zwykła książka.
Zagłębiajmy się w każdym fragmencie, tu nie czyta się na czas, chwilka zastanowienia, by nasza lektura była dla nas zrozumiała. Chwila rozmyślania nad zdaniem, które do nas przemawia, może nam wiele pomóc, nauczyć czegoś konkretnego.
Dobrze jest przeczytać przynajmniej Nowy Testament. Powoli, co dzień kilka rozdziałów, zdań.
Możemy również zacząć od samego początku. "Bereszet bara elohim" jak na przykład zaczyna się Biblia po hebrajsku.
Przyznam się, że dopiero niedawno odkryłem czym tak na prawdę jest dla mnie Pismo Święte, i dalej odkrywam. Żałuję że dopiero teraz zacząłem doceniać jej wartość...
Ale teraz wiem, że przeczytam Biblię w całości, i to nie jeden raz, może nawet w innym języku, w oryginale, ale bardzo bym chciał też po rosyjsku.
Spisane Słowo Boże jest kierowane do nas wszystkich, pamiętajmy o tym...
A Ty czytasz Biblię...?
niedziela, 31 października 2010
Seminarium...
Pierwsza, po miesiącu, wizyta w domu...
Bardzo miło, ale zaczynam widzieć, że seminarium to mój drugi dom, gdzie mam swoją drugą rodzinę.
Umacniam się każdego dnia...
Bardzo miło, ale zaczynam widzieć, że seminarium to mój drugi dom, gdzie mam swoją drugą rodzinę.
Umacniam się każdego dnia...
piątek, 27 sierpnia 2010
Media... i polityka...
Ach...
Co to były za piękne chwile kiedy mogłem odpocząć od natłoku wielu zbędnych dla mnie informacji...
Wiadomości o powodzi, przyznaję poruszyły mnie jednak, sam też dałem na zbiórkę potrzebnych artykułów.
Co mnie jednak dotknęło bardziej...?
A to, że telewizja wybrała kilka obrazków, żeby wyglądało to groźnie, ale nie za bardzo...
Bo rzeczywistość tam panująca jest o wiele gorsza niż na ekranie, i trwa nadal, to trzeba podkreślić.
Ludzie wciąż nie mają gdzie mieszkać, żywność jest trudno dostępna, a o obiecane 6 tyś. zostaje tylko obietnicą. I było słychać głosy że z końcem kampanii wyborczej, zaiteresowanie powodzianami również się skończyło. Bolesna prawda...
Ludzie nie mają tam przyszłości, ale większą oglądalność ma sprawa krzyża pod pałacem ( co jest w ogóle tematem, o którym można pisać bez końca) i to jest aktualnie "ciekawe".
Media wybierają zdarzenia które dają... Napisałem "dają" ale tak myślę, że to błąd, bo jest to bez wartościowe, tak informacja jest ważna, ale ciągłe jej powtarzanie, to po prostu mydli oczy ludziom, i tworzy nowe konflikty.
Media pokazują jedynie zarys rzeczywistości, starają się stworzyć własny, wykreowany przez siebie świat... Co jest korzystne dla pewnych osobistości. Bo wyolbrzymianie pewnych spraw łatwo przykrywa inne.
Dajmy na to sprawę podatku Vat. Wedle zapewnień budżet wyglądał dobrze, nie podniesie się podatków, a zaoszczędzi się na wygodach polityków (trochę tych cię miało być, nie będę wymienia) No ale nikt nie będzie siebie i znajomych ograniczać. Lepiej podnieść podatek ludziom, wbrew zapewnień...
Co to za pewien okres zakłamania w naszym kraju...?
Media i politycy trochę przesadzają w ostatnim czasie...
Co to były za piękne chwile kiedy mogłem odpocząć od natłoku wielu zbędnych dla mnie informacji...
Wiadomości o powodzi, przyznaję poruszyły mnie jednak, sam też dałem na zbiórkę potrzebnych artykułów.
Co mnie jednak dotknęło bardziej...?
A to, że telewizja wybrała kilka obrazków, żeby wyglądało to groźnie, ale nie za bardzo...
Bo rzeczywistość tam panująca jest o wiele gorsza niż na ekranie, i trwa nadal, to trzeba podkreślić.
Ludzie wciąż nie mają gdzie mieszkać, żywność jest trudno dostępna, a o obiecane 6 tyś. zostaje tylko obietnicą. I było słychać głosy że z końcem kampanii wyborczej, zaiteresowanie powodzianami również się skończyło. Bolesna prawda...
Ludzie nie mają tam przyszłości, ale większą oglądalność ma sprawa krzyża pod pałacem ( co jest w ogóle tematem, o którym można pisać bez końca) i to jest aktualnie "ciekawe".
Media wybierają zdarzenia które dają... Napisałem "dają" ale tak myślę, że to błąd, bo jest to bez wartościowe, tak informacja jest ważna, ale ciągłe jej powtarzanie, to po prostu mydli oczy ludziom, i tworzy nowe konflikty.
Media pokazują jedynie zarys rzeczywistości, starają się stworzyć własny, wykreowany przez siebie świat... Co jest korzystne dla pewnych osobistości. Bo wyolbrzymianie pewnych spraw łatwo przykrywa inne.
Dajmy na to sprawę podatku Vat. Wedle zapewnień budżet wyglądał dobrze, nie podniesie się podatków, a zaoszczędzi się na wygodach polityków (trochę tych cię miało być, nie będę wymienia) No ale nikt nie będzie siebie i znajomych ograniczać. Lepiej podnieść podatek ludziom, wbrew zapewnień...
Co to za pewien okres zakłamania w naszym kraju...?
Media i politycy trochę przesadzają w ostatnim czasie...
czwartek, 26 sierpnia 2010
Droga do Nieba...

Czy droga do Nieba jest prosta, gładka i szeroka jak autostrada...?
Nie, tak nie jest.
Nie da się przejść jej w łatwy i szybki sposób.
Droga do zbawienia jest pełna zakrętów, często nierówna, i pod górę.
Musimy być gotowi na niespodziewane wydarzenia.
Dzisiejszy świat nie ułatwia nam sprawy. Stawia przed nami wiele pokus, które dają złudne uczucie że podróżuje nam się przyjemnie. To jednak oddala nas od głównego celu, do którego dążymy. Musimy nauczyć się co jest dla nas dobre i co na prawdę nam pomaga, by nie zbłądzić.
Chodzenie na skróty, jest takie wygodne, omijanie pewnych spraw, to sposób wielu ludzi, jednak gdy przychodzi prawdziwe życie nie potrafią oni stawi mu czoła, nie nauczyli się jak w nim przetrwać. Tak jak nauka nie polega na czytaniu samych nagłówków, ważniejszych tematów, trzeba uczyć się wszystkiego.
Prawdziwa droga którą podążamy jest pełna prób, poświęceń, oraz cierpienia.
Każdy chce żyć długo, bez żadnych zmartwień, jednak nie zawsze tak się da.
Jest przed nami wiele wyborów, każdy ma dla nas wielkie znaczenie bo łatwo zabłądzić i zostać w świecie który nie ma dla nas nic wartościowego. Trzeba wziąć Krzyż na własne ramiona, podążać za Chrystusem. Każdy ma przed sobą jakieś trudy z tym związane, dla niektórych to choroba, czy nawet trudny test, inni mają po prostu poświęcić się i pomagać tym którzy nie radzą sobie sami.
Mamy oczywiście wybór którędy pójdziemy, nic nie jest nam narzucone.
Bo owa droga do zbawienia to nie wytyczony szlak, nie musimy się umartwiać, na siłę wybierać najtrudniejszych odcinków, mamy po prostu żyć godnie, rozpoznać swoje powołanie i poznać samego siebie.
Gdy to uczynimy, zauważymy że ścieżka, którą się poruszamy, sama w sobie przestaje być taka kręta, znikają zakręty, i zaczyna nam się iść swobodnie, z czystym sercem.
Droga się rozjaśnia, czarne chmury znikają, a z oddali widać już Bramy Niebios...
czwartek, 19 sierpnia 2010
Szczęśliwie
Od pewnego czasu mogę nazywa się klerykiem Wyższego Metropolitarnego Seminarium Duchownego.
Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, bo oczekiwanie na odpowiedź było naprawdę nerwowe, czy się dostałem, ale tak, udało się.
Teraz oczekiwanie na pierwsze dni rozpoczęcia studiów seminaryjnych.
Dziękuje Bogu za kierowanie mnie na tą drogę, i chcę kroczy nią dalej.
Wracam do pisania, bo już niedużo czasu zostało do przeprowadzki...
Jestem z tego powodu bardzo szczęśliwy, bo oczekiwanie na odpowiedź było naprawdę nerwowe, czy się dostałem, ale tak, udało się.
Teraz oczekiwanie na pierwsze dni rozpoczęcia studiów seminaryjnych.
Dziękuje Bogu za kierowanie mnie na tą drogę, i chcę kroczy nią dalej.
Wracam do pisania, bo już niedużo czasu zostało do przeprowadzki...
środa, 4 sierpnia 2010
Przerwa...
Zrobiłem sobie krótką przerwę od komputera, telefonu, to dało mi czasu na odpoczynek, przemyślenia. Zająłem się swoim hobby, odwiedziłem trochę rodziny, dokończyłem kilka rzeczy, choć zostało jeszcze coś do zrobienia, przeczytania czegoś wartościowego.Poprzedni miesiąc był też czasem na podjęcie życiowych decyzji.Chodzi o studia, rozmowa wstępna, testy.Dobrze jest jednak odłączyć się od internetu na jakiś czas, bo okno na świat jest często za naszymi plecami, a nie w monitorze...
czwartek, 1 lipca 2010
Usłyszane
Kolejny ciekawy cytat.
Mogą być błędy, bo nie pamiętam, ale swój sens zachował.
"A gdy nie będą cię słuchać...
... nie martw się młody kapłanie, Jezusa też nie chcieli słuchać"
Bardzo mądre słowa, na pewno pomagają by nie cofnąć się w swojej drodze. Myśl nie tylko dla księży, można ją odczytać dla wszystkich...
By się nie podawać, i wciąż dążyć w swoim powołaniu, nie zważając na przeszkody, kroczyć dalej...
Mogą być błędy, bo nie pamiętam, ale swój sens zachował.
"A gdy nie będą cię słuchać...
... nie martw się młody kapłanie, Jezusa też nie chcieli słuchać"
Bardzo mądre słowa, na pewno pomagają by nie cofnąć się w swojej drodze. Myśl nie tylko dla księży, można ją odczytać dla wszystkich...
By się nie podawać, i wciąż dążyć w swoim powołaniu, nie zważając na przeszkody, kroczyć dalej...
niedziela, 27 czerwca 2010
Usłyszane
"... Bogu to jedynie starość nie wyszła.
Bo na starość to człowiek się robi zrzędliwy i uciążliwy..."
Ile to już ciekawych myśli usłyszałem, a nie spisałem, i tu mój błąd. Skłaniają one do przemyśleń, może czasem mają głębszy sens.
Od teraz będę je zapisywał i publikował, bo w moim otoczeniu dużo jest osób które dużo wiedzą o życiu, religii ( nie tylko chrześcijańskiej).
A ich autorzy niech pozostaną anonimowi.
Bo na starość to człowiek się robi zrzędliwy i uciążliwy..."
Ile to już ciekawych myśli usłyszałem, a nie spisałem, i tu mój błąd. Skłaniają one do przemyśleń, może czasem mają głębszy sens.
Od teraz będę je zapisywał i publikował, bo w moim otoczeniu dużo jest osób które dużo wiedzą o życiu, religii ( nie tylko chrześcijańskiej).
A ich autorzy niech pozostaną anonimowi.
środa, 23 czerwca 2010
Prawda...
W naszym kraju mamy wolność słowa. Możemy rozmawiać na wszystkie tematy.
Możemy również bez przeszkód krytykować ludzi, poglądy, po prostu wszystko...
Tylko czemu tak często w tłumie tych informacji, własnych zdań, ginie Prawda...?
A ludzie sami jej nie szukają, wolą słuchać co mają do powiedzenia inni...
Trochę szkoda że większość ślepo patrzy na to co dają media, a pewne rzeczy są po prostu ukrywane...
Czego jeszcze nie nie mogę znieść...? Anonimowych krytyków, którzy wiedzą wszystko... Jak już pisać o kim, o czymś mocne zdania, wysuwać oskarżenia lub coś w tym stylu. Brak odwagi...? Ciekawe czy tacy ludzie potrafili by rozmawiać o pewnych rzeczach normalnie, bez tej zasłony jaką daje internet. I często przydały by się jakieś konkretne argumenty...
Każdy powinien mieć swoje zdanie, i potrafić je wypowiadać... Bo nie wszystkim mediom można ufać.
Bo na przykład ankiety...?
Dam taki prosty i trochę głupi przykład. Po co mi wiedzieć że statystyczny polak je w 50% jajecznicę, a w 50% parówki, jak ja wolę sobie zjeść bułkę z miodem...
Ale wielu w to wierzy, i gorszymi nie będą, zjedzą jajka albo parówki.
I gdy się krytykuje to nie anonimowo, bo tak to każdy potrafi, ale przydało by się trochę odwagi.
Możemy również bez przeszkód krytykować ludzi, poglądy, po prostu wszystko...
Tylko czemu tak często w tłumie tych informacji, własnych zdań, ginie Prawda...?
A ludzie sami jej nie szukają, wolą słuchać co mają do powiedzenia inni...
Trochę szkoda że większość ślepo patrzy na to co dają media, a pewne rzeczy są po prostu ukrywane...
Czego jeszcze nie nie mogę znieść...? Anonimowych krytyków, którzy wiedzą wszystko... Jak już pisać o kim, o czymś mocne zdania, wysuwać oskarżenia lub coś w tym stylu. Brak odwagi...? Ciekawe czy tacy ludzie potrafili by rozmawiać o pewnych rzeczach normalnie, bez tej zasłony jaką daje internet. I często przydały by się jakieś konkretne argumenty...
Każdy powinien mieć swoje zdanie, i potrafić je wypowiadać... Bo nie wszystkim mediom można ufać.
Bo na przykład ankiety...?
Dam taki prosty i trochę głupi przykład. Po co mi wiedzieć że statystyczny polak je w 50% jajecznicę, a w 50% parówki, jak ja wolę sobie zjeść bułkę z miodem...
Ale wielu w to wierzy, i gorszymi nie będą, zjedzą jajka albo parówki.
I gdy się krytykuje to nie anonimowo, bo tak to każdy potrafi, ale przydało by się trochę odwagi.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Młodzi Tej Ziemi !
W piątek wyruszyłem na zjazd młodzieży w Drohiczynie.
Tematem była religia, i ekologia, ale nie zabrakło piosenki, śpiewów, i tańców...
Pojechałem tam sam, na początku zastanawiałem się czy to dobry pomysł, jednak z kimś to inaczej... Na miejscu byłem trochę wcześniej, ale już wtedy było sporo osób i rozstawionych namiotów, zjazd był dwudniowy. I tak przechadzałem się sam po placu, wszedłem na na, i tak obserwuje co się dzieje... Nagle spostrzegłem kolegę, szybko zszedłem i pobiegłem na pole namiotowe. Okazało się że jest tam już kilku moich znajomych, poznałem również wiele innych nowych osób.
Świetne uczucie gdy jedzie się z niepewnością co się tu zastanie, kogo spotka, i nagle spostrzegasz że wszystko układa się nawet lepiej niż w myślach. Taka niespodzianka od losu...
Rozbiłem więc namiot wśród znajomych. Znajomych...? Tam w sumie wszyscy stawali się przyjaciółmi... Miła atmosfera, i tak jakby wszystkich znało się już od dawana.
Pierwszego dnia jeszcze przed zachodem słońca występy zaczęła grupa rockowa "Pojednanie". Widoki były o tej porze przepiękne.
Potrafili zachęcić do zabawy młodych, mieli wiele piosenek które słyszałem po raz pierwszy.
I to zdanie: "... że Boga można chwalić również poprzez muzykę o rockowym brzmieniu...". Zabawa trwała kilka godzin, następnie przyjechał biskup, krótka przemowa, Anioł Pański, i jeszcze krótki powrót do muzyki. Gdy było już ciemno wszyscy poszliśmy do namiotów "spać". O której wreszcie usnąłem...? Nie wiem... Śmiechy, rozmowy, opowieści, i kto by tu chciał spać...?
Na sen miałem może 5 godzin, potem jeszcze
odespałem z rana. I tu zaczął się nowy dzień, zaczęli zjeżdżać nowi uczestnicy. Rozkładaliśmy nowe namioty tematyczne, ustawialiśmy krzesła, ławki, wystawę prac. Atrakcji również nie zabrakło, loteria, i miejsce gdzie zgniatało się butelki plastikowe, bo zjazd był również o ekologii, więc zebrało się wiele surowców. Wracając do tej ścianki z miejscem do zgniatania butelek, zaczęliśmy organizować tak zawody, kto zgniecie najwięcej butelek... Zabawa przednia, łączyła pożyteczne z przyjemnym, a i nagród nie zabrakło...
Przy jednym namiocie, gdy roznosiliśmy ławki, pewien zakonnik zapytał się czy wiemy kto jest patronem ekologów...? To akurat wiedziałem, Św. Franciszek z Asyżu, i taka krótka rozmowa o środowisku.
Przyjechałem sam, jako zwykły uczestnik, a pomagałem KSM'owi w organizacji, dostałem za to koszulkę wolontariusza...
Po południu miejsce na scenie zajął Jan Pospieszalski. Przedstawił ciekawe fakty, ale o tym może innym razem. Oraz Szynom Grzelak, który poruszał tematy miłości i seksualności młodych ludzi.
Ich wypowiedzi były bardzo ciekawe, skłaniające do przemyśleń, nowe informacje z których wyciągnąłem bardzo wiele. Nauczyłem się czegoś nowego, trochę zmieniłem postrzeganie na niektóre tematy. Było to korzystne dla wszystkich.
Potem swoje talenty prezentowali laureaci festiwalu piosenki religijnej. Wszyscy pokazali bardzo wysoki poziom swoich umiejętności.
A tu jeszcze kilka zdjęć, może nie są najlepsze bo z telefonu...



I tak zaczęliśmy powoli zbliżać się do końca. Msza święta, bardzo lubię gdy odbywa się plenerowo. I pozostało jedynie wejście na kopiec. Wciąż grała muzyka. A do tego pogoda która do tej pory była ładna, nawet aż za bardzo, bo na niebie nie było żadnej chmurki, zaczęła się powoli zmieniać. Ze wszystkich stron zaczęły okrążać nas burzowe chmury, pioruny, w okół ciemno, a nad nami spokój, wiadomo że Bóg nad naszym zjazdem czuwał...
Wejście na kopiec w ciszy, było wielkim wydarzenie. Na samym szczycie wszyscy uczestnicy otrzymywali Krzyżyk Jedności.
Pęknięty krzyż który przed całkowitym rozłamem utrzymuje przybity do niego Jezus i sieć Piotra.
A wszystko odbywało się przy płomieniach pochodni, i błyskami piorunów... Po prostu wrażenia i uczucia nie do opisania...
A tu mój identyfikator i krzyżyk jedności przyjęty na kopcu

Polecam wszystkim Święto Młodych Tej Ziemi, następne spotkanie już za rok...
Długo nie pisałem, bo po powrocie ze zjazdu wyjechałem dalej...
Dziękuje również tym którzy regularnie odwiedzają mój blog...
Tematem była religia, i ekologia, ale nie zabrakło piosenki, śpiewów, i tańców...
Pojechałem tam sam, na początku zastanawiałem się czy to dobry pomysł, jednak z kimś to inaczej... Na miejscu byłem trochę wcześniej, ale już wtedy było sporo osób i rozstawionych namiotów, zjazd był dwudniowy. I tak przechadzałem się sam po placu, wszedłem na na, i tak obserwuje co się dzieje... Nagle spostrzegłem kolegę, szybko zszedłem i pobiegłem na pole namiotowe. Okazało się że jest tam już kilku moich znajomych, poznałem również wiele innych nowych osób.
Świetne uczucie gdy jedzie się z niepewnością co się tu zastanie, kogo spotka, i nagle spostrzegasz że wszystko układa się nawet lepiej niż w myślach. Taka niespodzianka od losu...
Rozbiłem więc namiot wśród znajomych. Znajomych...? Tam w sumie wszyscy stawali się przyjaciółmi... Miła atmosfera, i tak jakby wszystkich znało się już od dawana.
Pierwszego dnia jeszcze przed zachodem słońca występy zaczęła grupa rockowa "Pojednanie". Widoki były o tej porze przepiękne.
Potrafili zachęcić do zabawy młodych, mieli wiele piosenek które słyszałem po raz pierwszy.
I to zdanie: "... że Boga można chwalić również poprzez muzykę o rockowym brzmieniu...". Zabawa trwała kilka godzin, następnie przyjechał biskup, krótka przemowa, Anioł Pański, i jeszcze krótki powrót do muzyki. Gdy było już ciemno wszyscy poszliśmy do namiotów "spać". O której wreszcie usnąłem...? Nie wiem... Śmiechy, rozmowy, opowieści, i kto by tu chciał spać...?
Na sen miałem może 5 godzin, potem jeszcze
Przy jednym namiocie, gdy roznosiliśmy ławki, pewien zakonnik zapytał się czy wiemy kto jest patronem ekologów...? To akurat wiedziałem, Św. Franciszek z Asyżu, i taka krótka rozmowa o środowisku.
Przyjechałem sam, jako zwykły uczestnik, a pomagałem KSM'owi w organizacji, dostałem za to koszulkę wolontariusza...
Po południu miejsce na scenie zajął Jan Pospieszalski. Przedstawił ciekawe fakty, ale o tym może innym razem. Oraz Szynom Grzelak, który poruszał tematy miłości i seksualności młodych ludzi.
Ich wypowiedzi były bardzo ciekawe, skłaniające do przemyśleń, nowe informacje z których wyciągnąłem bardzo wiele. Nauczyłem się czegoś nowego, trochę zmieniłem postrzeganie na niektóre tematy. Było to korzystne dla wszystkich.
Potem swoje talenty prezentowali laureaci festiwalu piosenki religijnej. Wszyscy pokazali bardzo wysoki poziom swoich umiejętności.
A tu jeszcze kilka zdjęć, może nie są najlepsze bo z telefonu...
I tak zaczęliśmy powoli zbliżać się do końca. Msza święta, bardzo lubię gdy odbywa się plenerowo. I pozostało jedynie wejście na kopiec. Wciąż grała muzyka. A do tego pogoda która do tej pory była ładna, nawet aż za bardzo, bo na niebie nie było żadnej chmurki, zaczęła się powoli zmieniać. Ze wszystkich stron zaczęły okrążać nas burzowe chmury, pioruny, w okół ciemno, a nad nami spokój, wiadomo że Bóg nad naszym zjazdem czuwał...
Wejście na kopiec w ciszy, było wielkim wydarzenie. Na samym szczycie wszyscy uczestnicy otrzymywali Krzyżyk Jedności.
Pęknięty krzyż który przed całkowitym rozłamem utrzymuje przybity do niego Jezus i sieć Piotra.
A wszystko odbywało się przy płomieniach pochodni, i błyskami piorunów... Po prostu wrażenia i uczucia nie do opisania...
A tu mój identyfikator i krzyżyk jedności przyjęty na kopcu
Polecam wszystkim Święto Młodych Tej Ziemi, następne spotkanie już za rok...
Długo nie pisałem, bo po powrocie ze zjazdu wyjechałem dalej...
Dziękuje również tym którzy regularnie odwiedzają mój blog...
piątek, 11 czerwca 2010
Młodzi Tej Ziemi !
Tak, tydzień temu Lednica, a dziś spotkanie Młodych tej Ziemi w Drohiczynie...
Liczę na powtórkę z rozrywki... Może też napisze jak było, kilka zdjęć się zrobi...
Pozdrawiam i do zobaczenia, może już niedługo...
Liczę na powtórkę z rozrywki... Może też napisze jak było, kilka zdjęć się zrobi...
Pozdrawiam i do zobaczenia, może już niedługo...
środa, 9 czerwca 2010
Lednica 2010
Udało się! Byłem nad Lednicą...
Dnia 5 czerwca było nas około 80 tysięcy.
Już od rana pola Lednickie były pełne młodzieży, i nie tylko...
Dróżka prowadząca nad jezioro była wciąż pełna ludzi. Od miejsca postoju szło się w tłumie osób, również napełnionych pozytywną energią... Już samo dojechanie na miejsce było wielkim przeżyciem, potem już tylko ten kawałek pieszo, a emocje rosły z każdą chwilą zbliżania się do celu. Całe pielgrzymki podążały do tego miejsca, z każdej grupy można było usłyszeć wesołe śpiewy.
Trochę trudno wszystko tu umieścić, bo są to wrażenia nie do opisania, trzeba to przeżyć samemu.
Po ciągłych deszczach, pogoda trafiła się wyśmienita, tylko słoneczko i kilka chmurek. Było aż za gorąco, przez długi czas brak wiatru, a o cieniu można było pomarzyć... Ale było ładnie, i można było się opalić...
Przy wejściu i rejestracji dostawało się medalik, śpiewnik lednicki, książę "Eros et iuvntus!"
Oczywiście nie mogło zabraknąć miodu...
Muszę przyznać, miód jest przepyszny, słodycz połączona z lekką goryczką, wyczuwalną w gardle, takie smaku jeszcze nie czułem w ustach... Po prostu trzeba go spróbować... Jeszcze mam pół słoiczka, jest tak dobry, że co dzień biorę tylko troszkę, żeby posmakować. Szkoda tylko że jest go tak mało... I chyba jest to miód spadziowy, dla zainteresowanych, ale nie jestem do końca pewien...
I już po przekroczeniu wejścia, widać ogrom imprezy... Wszyscy mają dobry humor, szczęśliwi że tu są pierwszy raz, lub że udało im się przybyć tu kolejny raz...
Było to już 14 spotkanie młodzieży na polach Lednickich. Tegoroczny zjazd był pod tytułem "Kobieta - Dar i tajemnica". Temat trochę zaskakujący, zważając na burzliwe debaty o konieczności celibatu, w kościele katolickim... Ale o tym może szerzej, w innym wpisie...
Co jest tu, ciekawym i dobrym pomysłem...? - Spowiedź...
A szczególnie jej przebieg i organizacja... Dla wielu młodych ludzi, którzy mają różne podejście do kościoła, sakramentów, jest to rozwiązanie które im się podoba, i chętnie chcą przystąpić do spowiedzi, niektórzy pewnie pierwszy raz od dłuższego czasu. Ale to dobrze, oczyścić swoją duszę, sumienie... Człowiek czuje się lepiej, jest lekko na sercu... Taka powiedzmy "luźna" rozmowa z księdzem, jest dla ludzi młodych większą pomocą, siedząc, lub spacerując, odczuwa się większą bliskość, zrozumienie, nie czujemy się skrępowani, i sama pokuta i pouczenie są dal nas inaczej odebrane... Taki sposób pomógł na pewno wielu osobom, które tłumnie przystąpiły do sakramentu, co mnie cieszy...Mój pobyt był troszkę urozmaicony, ponieważ pewna dziennikarka przeprowadziła ze mną wywiad, szkoda że nie pamiętam z jakie gazety... Rozmowa była miła, związana z tematem tegorocznego spotkania. Pytania dotyczył kobiety, jak rozumiem hasło "tajemnica i dar", czy rola kobiety w obecnym kościele powinna być większa, coś w tym stylu... I dlaczego miód był tylko dla mężczyzn...? Bo był, i to jest zastanawiające, prawda...?
Nad Lednicę wiele osób, zgodzie z prośbą organizatorów, przyjechało w białych strojach, ja też cały w bieli... Wyglądało to pięknie... Doszło do tego, że koszulki, i apaszki, zostały wykupione w kilka godzin po rozpoczęciu, dla mnie zabrakło, szkoda... Ale mam za to breloczek, dostałem od przyjaciółki, dziękuje jeszcze raz... Ja kupiłem jej za to kubek.
Atmosfera była cudowna niezapomniana... Wszyscy wokół się bawili, śpiewali...
Siewcy Lednicy, ten zespół dołączył go grona najbardziej lubianych przeze mnie...
Na piosenki takie jak: "Cały Twój", "Tak, tak Panie" czekałem z niecierpliwością, a usłyszeć je na żywo i móc skakać ze wszystkimi w okół to coś nie do opisania... To była świetna zabawa, każdy był życzliwy, towarzyski, wszyscy byli sobie znajomymi...
Miałem słomkowy kapelusz, a komentarze w stylu: "-wyglądasz jak Billy Jean", "-świetny kapelusz", były miłe, a czasem zabawne...
Co więcej zjazd urozmaicały pochody przed rybą, tańce grup, i oczywiście pokaz lotniczy na bardzo wysokim poziomie, wykonali oni na niebie wizerunek ryby, oraz serca...
Nie można pominąć pokazu spadochronowego, było około 40 skoczków, każdy bił im brawa, a Ci w podwieszoną flagą Polski w przestworzach wyglądali na prawdę dumnie, w sumie honorowo jest uczestniczyć w czymś takim...
Dzień płynął powoli, w dobrej atmosferze, było tak gorąco, że większość tańczyła na bosaka, ja również, ale pierwsze godziny zostawiły mi jaśniejszy nieopalony ślad na stopach po skarpetkach, wyglądało to trochę komicznie...
po zachodzie słońca zaczęła się msza Święta. Była ona sprawowana w sposób który nie mógł znudzić nikogo, kazanie było więc czymś więcej, każdy wyniósł dla siebie z niej naukę. Następnie Eucharystia, odbyła się sprawnie, i też byłą wielkim wydarzeniem na Lednickich polach...
I znów zaczęły się śpiewy, i tańce, wiele grup powoli wracało do autokarów, dróżka znów była pełna ludzi, co kilka metrów było słychać inną pieśń. Wszystko co się działo odbywało się bardzo pozytywnie. Po prostu miło było patrzeć...
Zaczęły się przemowy, nauki kierowane do młodzieży, i powolne, czekanie na to by przejść pod rybą, symbolem Chrystusa, i nowego życia...
I tak cały dzień czekania na przejście, bo jednak po to się jedzie do Lednicy, by przejść pod Rybą, Bramą 3-tysiąclecia, jest to najważniejsze wydarzenie tego zjazdu, jak dla mnie... Przeżyć to to coś wspaniałego, po całym dniu zabaw i modlitw znaleźć się pod Rybą, i symbolicznie wkroczyć w dalsze odmienione życie... To promieniejące szczęście z twarzy wszystkich było również niezapomnianym widokiem... Brak słów, dla mnie było to coś wielkiego... Przy branie rozdawali tulipany, było ich dużo, ale dla mnie znów zabrakło, znów szkoda... Ale nie można mieć wszystkiego...
I z takim szczęściem przeszło się przez bramę, zaczął się natomiast powrót, wraz z grupami, do parkingów, oczywiście w miłej i przyjacielskiej atmosferze... W czasie tej krótkiej wędrówki, już po wszystkim, ale tylko dla nas, bo z oddali było słychać jeszcze śpiewy, gdy szliśmy, chyba każdy zrozumiał że jest zmęczony, i to bardzo, że od skakania bolą nogi, gardło od śpiewu, i można by było usnąć na stojąco, ale było to bardzo pozytywne...
I tak zakończył się mój pierwszy pobyt nad Lednicą. By przejść czekałem do 2 godziny... Byłem tam z przyjaciółką, siostrą i jej koleżanką, grupa jak dla mnie rewelacyjna, za rok będzie nas więcej...
Niezapomniane chwile tam przeżyłem, polecam wszystkim wybrać się nad Lednicę, bo warto przeżyć coś takiego...
A może Wy tez byliście...? Jak Wy się czuliście...? Co Wam zapadło w pamięci...?
Dużo pozytywnych uczuć, nawet trudno wszystko opisać...
Życzę szczęścia, i może widzimy się tam za rok pozdrawiam...
wtorek, 1 czerwca 2010
Lednica 2010
Modlitwa, wiara i nadzieja działają cuda!
Tak, bardzo chciałem pojechać nad Lednicę, prosiłem o to też Boga... I moja prośba została wysłuchana. Jak na razie wszystko się układa.
Bardzo się ciesze z tego powodu. To będzie na pewno duże wydarzenie, które na długo zapadnie w mojej pamięci.
Tak, bardzo chciałem pojechać nad Lednicę, prosiłem o to też Boga... I moja prośba została wysłuchana. Jak na razie wszystko się układa.
Bardzo się ciesze z tego powodu. To będzie na pewno duże wydarzenie, które na długo zapadnie w mojej pamięci.
poniedziałek, 31 maja 2010
Lednica
Mój wyjazd na Lednicę 2010 stanął pod wielkim znakiem zapytania...
Bardzo chciałbym tam się znaleźć, ale jednak nie będę miał samochodu w te dni...
Ale mam wciąż nadzieję i wiarę że jakoś się uda, choć jak na razie zbyt kolorowo tego nie widzę...
Bardzo chciałbym tam się znaleźć, ale jednak nie będę miał samochodu w te dni...
Ale mam wciąż nadzieję i wiarę że jakoś się uda, choć jak na razie zbyt kolorowo tego nie widzę...
Pogoda
Za oknem wciąż pada, i nie zanosi się na to by dziś przestało. A tak ma być jeszcze kilka dni...
Od jakiegoś czasu, nie widziałem słońca nawet kilka minut, by nie zasłoniły go chmury...
Wiatr, zimno, a do tego błoto i kałuże, nie chce nigdzie się wychodzić, w sumie to i za bardzo nie można...
Nie mogę też tylko narzekać, bo mieszkam na obszarach które wielka powódź ominęła. Za co jestem wdzięczny Bogu.
Taka pogoda spowoduje jednak o wiele więcej szkód które dotkną wszystkich...
Najbardziej poszkodowane są osoby, całe rodziny, których nawiedziła powódź. Stracili oni domy, gospodarstwa, samochody i na podstawowych rzeczach kończąc... Całę majątki znalazły się pod wodą. Klęska żywiołowa której nikt nie może zatrzymać... A samej pomocy ze strony rządu, to mi nawet komentować szkoda... Trzeba zaczynać wszystko od nowa, całe swoje życie, wielki trud podnieść się po takiej katastrofie.
A moje współczucie...? Może trochę jest, jak widzę co się dzieje... Tyle tylko że tym samym współczuciem to ja powodzian nie nakarmię, mogę tylko wrzucić coś do puszki, wysłać sms. I każdy kto może powinien dać choć kilaka drobnych, bo to całe gadanie, i na tym kończą, bez jakiegokolwiek czynu który miałby pomóc, jest według mnie czymś dziwnym...
Tak więc wole dziękować że klęska mnie ominęła, i starać się jakoś pomóc a nie pokazywać wszystkim w okół swoje jakieś pseudo-współczucie...
"Ominęła" to też tak nie do końca prawda. Burze, deszcz i ten wiatr, w nadmiarze też są czymś złym. Już wiem że ta ciągła zmiana pogody, i woda, spowodowały że w sadzie, ogrodzie nie zobaczę już na pewno czereśni (a szkoda, bo je lubiłem, i miałem co roku pod dostatkiem) Przez najbliższy czas truskawki, poziomki, i maliny też nie będą miały owoców, a co do reszty dajmy na to drzewek, to ilość jabłek, gruszek, (o reszcie nie wspominając) nie będzie taka jak zawsze.
Co gorsza, taki problem dotknął całą Polskę... Więcej, również różne uprawy, zboża, nie dadzą dużego plonu, a na terenach zalanych padło wiele zwierząt hodowlanych. A to przyniesie dalsze pogorszenie sytuacji w kraju. Duży wzrost cen towarów, każdego rodzaju, dotknie wszystkich...
Gospodarka też będzie musiała podnieść się prawie od 0, po klęsce na terenach zalanych...
Ciężki czas nastał dla wszystkich, dla całego państwa. Na poprawę poziomu życia, w najbliższych okresach też bym nie liczył, a myśl o wprowadzeniu euro, po wydarzeniach w Grecji, też nie napełnia mnie optymizmem...
Musimy być jednak nadal solidarni, wspólna pomoc może na prawdę wiele...
Od jakiegoś czasu, nie widziałem słońca nawet kilka minut, by nie zasłoniły go chmury...
Wiatr, zimno, a do tego błoto i kałuże, nie chce nigdzie się wychodzić, w sumie to i za bardzo nie można...
Nie mogę też tylko narzekać, bo mieszkam na obszarach które wielka powódź ominęła. Za co jestem wdzięczny Bogu.
Taka pogoda spowoduje jednak o wiele więcej szkód które dotkną wszystkich...
Najbardziej poszkodowane są osoby, całe rodziny, których nawiedziła powódź. Stracili oni domy, gospodarstwa, samochody i na podstawowych rzeczach kończąc... Całę majątki znalazły się pod wodą. Klęska żywiołowa której nikt nie może zatrzymać... A samej pomocy ze strony rządu, to mi nawet komentować szkoda... Trzeba zaczynać wszystko od nowa, całe swoje życie, wielki trud podnieść się po takiej katastrofie.
A moje współczucie...? Może trochę jest, jak widzę co się dzieje... Tyle tylko że tym samym współczuciem to ja powodzian nie nakarmię, mogę tylko wrzucić coś do puszki, wysłać sms. I każdy kto może powinien dać choć kilaka drobnych, bo to całe gadanie, i na tym kończą, bez jakiegokolwiek czynu który miałby pomóc, jest według mnie czymś dziwnym...
Tak więc wole dziękować że klęska mnie ominęła, i starać się jakoś pomóc a nie pokazywać wszystkim w okół swoje jakieś pseudo-współczucie...
"Ominęła" to też tak nie do końca prawda. Burze, deszcz i ten wiatr, w nadmiarze też są czymś złym. Już wiem że ta ciągła zmiana pogody, i woda, spowodowały że w sadzie, ogrodzie nie zobaczę już na pewno czereśni (a szkoda, bo je lubiłem, i miałem co roku pod dostatkiem) Przez najbliższy czas truskawki, poziomki, i maliny też nie będą miały owoców, a co do reszty dajmy na to drzewek, to ilość jabłek, gruszek, (o reszcie nie wspominając) nie będzie taka jak zawsze.
Co gorsza, taki problem dotknął całą Polskę... Więcej, również różne uprawy, zboża, nie dadzą dużego plonu, a na terenach zalanych padło wiele zwierząt hodowlanych. A to przyniesie dalsze pogorszenie sytuacji w kraju. Duży wzrost cen towarów, każdego rodzaju, dotknie wszystkich...
Gospodarka też będzie musiała podnieść się prawie od 0, po klęsce na terenach zalanych...
Ciężki czas nastał dla wszystkich, dla całego państwa. Na poprawę poziomu życia, w najbliższych okresach też bym nie liczył, a myśl o wprowadzeniu euro, po wydarzeniach w Grecji, też nie napełnia mnie optymizmem...
Musimy być jednak nadal solidarni, wspólna pomoc może na prawdę wiele...
piątek, 28 maja 2010
Pustka...
Tyle było pomysłów, tyle tematów o których chciało się pisać, ale brakowało czasu...
Czas się znalazł, nawet nadmiar...
A tu w głowie pustka...
Nie wiem o czym napisać, straciłem w ostatnich dniach swoją "wenę twórczą", jeśli mogę tak powiedzieć... Nawet moim szkicom czegoś brakuje...
Co się dzieje że są takie dni...? Czy to przez pogodę, czy jakieś inne czynniki...
Nie jestem pewien, ale wiem że takie dni nie wspomagają twórczego działania...
Czas się znalazł, nawet nadmiar...
A tu w głowie pustka...
Nie wiem o czym napisać, straciłem w ostatnich dniach swoją "wenę twórczą", jeśli mogę tak powiedzieć... Nawet moim szkicom czegoś brakuje...
Co się dzieje że są takie dni...? Czy to przez pogodę, czy jakieś inne czynniki...
Nie jestem pewien, ale wiem że takie dni nie wspomagają twórczego działania...
poniedziałek, 24 maja 2010
Optymistycznie
Ach... Kiedy można sobie odpocząć, zająć się swoim życiem, nigdzie się nie śpiesząc, i niczym nie martwić... Ale teraz wiem, że muszę dobrze organizować swój czas, by nie było potem wszystkiego na ostatnią chwilę.
A dziś, promieniuje szczęście, i wreszcie spokojny sen.
Jutro, przyniesie nowe doznania, nowe możliwości które trzeba wykorzystać... Dokończyć swoje pomysły, plany, i dalej rozwijać swoje umiejętności.
Ale dziś jeszcze pozostanę w tym błogim stanie, gdy jest czas na wszystko, można się cieszyć bez obawy, że o czymś się zapomiało, że gonią nas terminy...
A dziś, promieniuje szczęście, i wreszcie spokojny sen.
Jutro, przyniesie nowe doznania, nowe możliwości które trzeba wykorzystać... Dokończyć swoje pomysły, plany, i dalej rozwijać swoje umiejętności.
Ale dziś jeszcze pozostanę w tym błogim stanie, gdy jest czas na wszystko, można się cieszyć bez obawy, że o czymś się zapomiało, że gonią nas terminy...
sobota, 22 maja 2010
Lawina...
Tak to jest gdy nie organizujemy wolnego czasu, lub korzystamy z niego w zły i bezowocny sposób
Ten nawał pracy, który można było rozłożyć sobie na "raty", i nie odkładać nic na potem, by wszystko przebiegało sprawnie i bezproblemowo. Ale tak to jest, wolny czas wciąga...
Lecz tak naprawdę jest to pozorna wolność. Bo zawsze powinno się coś robić, oby jednak miało to jakiś cel, bo patrzenie w chmurki nic nie pomoże... A to całe nic nie robienie jest chorobą społeczną XXI wieku, i tego nie da się ukryć. Są dni, że nawet jesteśmy zmęczeni od tego nadmiernego odpoczynku, brak chęci do czegokolwiek... Sam mam nieraz taki problem... A ostatnio gdy wszystko łączy się w jednym terminie, nie mam czasu na nic...
Ale muszę to zmienić, człowiek uczy się przecież na błędach.
Będzie trudno, bo jak się nie chce się za młodu wziąć do pracy, nauki, to potem nie jest już tak łatwo, bo do wszystkiego trzeba czasu. Ale już plany mam jak ułożyć sobie najbliższe dni...
I taka mała wskazówka by dobrze wykorzystywać czas, na czytanie, rozwijanie swoich zdolności, sport, hobby, by go nie zmarnować, bo "czas to pieniądz, ale czasem i coś więcej..."
A jak wy radzicie sobie z lenistwem, czy nie macie takich problemów...?
Ten nawał pracy, który można było rozłożyć sobie na "raty", i nie odkładać nic na potem, by wszystko przebiegało sprawnie i bezproblemowo. Ale tak to jest, wolny czas wciąga...
Lecz tak naprawdę jest to pozorna wolność. Bo zawsze powinno się coś robić, oby jednak miało to jakiś cel, bo patrzenie w chmurki nic nie pomoże... A to całe nic nie robienie jest chorobą społeczną XXI wieku, i tego nie da się ukryć. Są dni, że nawet jesteśmy zmęczeni od tego nadmiernego odpoczynku, brak chęci do czegokolwiek... Sam mam nieraz taki problem... A ostatnio gdy wszystko łączy się w jednym terminie, nie mam czasu na nic...
Ale muszę to zmienić, człowiek uczy się przecież na błędach.
Będzie trudno, bo jak się nie chce się za młodu wziąć do pracy, nauki, to potem nie jest już tak łatwo, bo do wszystkiego trzeba czasu. Ale już plany mam jak ułożyć sobie najbliższe dni...
I taka mała wskazówka by dobrze wykorzystywać czas, na czytanie, rozwijanie swoich zdolności, sport, hobby, by go nie zmarnować, bo "czas to pieniądz, ale czasem i coś więcej..."
A jak wy radzicie sobie z lenistwem, czy nie macie takich problemów...?
poniedziałek, 10 maja 2010
Zwierciadła Duszy...
Tak... Bo oczy to zwierciadła duszy... Jak ktoś mądry powiedział, a jakiś czas temu znów to usłyszałem.
A przy okazji dowiedziałem się że z moich oczu bije ciepło, i dobroć. Miło, nie powiem. Usłyszeć coś takiego to dobry sposób na podbudowanie siebie. Od razu na twarzy pojawia się uśmiech...
Nigdy się nie zastanawiałem czy na prawdę wyrażają coś takiego... Jeśli jednak ktoś to zauważył to coś w tym musi być...
"Zwierciadła Dyszy"...? Oczywiście, też tak uważam... Oczy zawsze zwracały moją uwagę. Każde mają w sobie pewną głębię w której można się "utopić". Wyrażają one uczucia, nasz stan, promieniują szczęściem lub są smutne. Można poznać po nich co czuje inna osoba. Starsi ludzie potrafią chyba zobaczyć o wiele więcej. Jak to możliwe...? Nie wiem, widocznie jestem za młody. Poznać człowieka po przez oczy, jego zamiary i postawę to wielka umiejętność. Przychodzi z wiekiem, gdy widzieliśmy już setki ludzi i ich spojrzenia krzyżujące się z naszym.
Oczy wyrażają tak wiele, że czasem trudno określić co to tak na prawdę może być. I tu tkwi ich tajemniczość. Stanowcze spojrzenie może nas zastanawiać, rozbiegane natomiast mile intrygować...
Ale jak głęboko trzeba zajrzeć by poznać ludzką duszę...? Ja staram się powoli zgłębić tą tajemnice. Bo oczy to na prawdę zwierciadła duszy, piękne i ukazujące o wiele więcej niż nam się zdaje.
I tak pokrótce... Długo nic nie pisałem, i dzisiejszy wpis również krótko opisany, ponieważ brakowało czasu, głównie zajmowałem się nauką, a lepiej jednak się wyspać niż siedzieć po nocach. Postaram się teraz pisać częściej, będę miał więcej czasu, może coś nowego wpadnie mi do głowy.
Dziękuje i pozdrawiam...
A przy okazji dowiedziałem się że z moich oczu bije ciepło, i dobroć. Miło, nie powiem. Usłyszeć coś takiego to dobry sposób na podbudowanie siebie. Od razu na twarzy pojawia się uśmiech...
Nigdy się nie zastanawiałem czy na prawdę wyrażają coś takiego... Jeśli jednak ktoś to zauważył to coś w tym musi być...
"Zwierciadła Dyszy"...? Oczywiście, też tak uważam... Oczy zawsze zwracały moją uwagę. Każde mają w sobie pewną głębię w której można się "utopić". Wyrażają one uczucia, nasz stan, promieniują szczęściem lub są smutne. Można poznać po nich co czuje inna osoba. Starsi ludzie potrafią chyba zobaczyć o wiele więcej. Jak to możliwe...? Nie wiem, widocznie jestem za młody. Poznać człowieka po przez oczy, jego zamiary i postawę to wielka umiejętność. Przychodzi z wiekiem, gdy widzieliśmy już setki ludzi i ich spojrzenia krzyżujące się z naszym.
Oczy wyrażają tak wiele, że czasem trudno określić co to tak na prawdę może być. I tu tkwi ich tajemniczość. Stanowcze spojrzenie może nas zastanawiać, rozbiegane natomiast mile intrygować...
Ale jak głęboko trzeba zajrzeć by poznać ludzką duszę...? Ja staram się powoli zgłębić tą tajemnice. Bo oczy to na prawdę zwierciadła duszy, piękne i ukazujące o wiele więcej niż nam się zdaje.
I tak pokrótce... Długo nic nie pisałem, i dzisiejszy wpis również krótko opisany, ponieważ brakowało czasu, głównie zajmowałem się nauką, a lepiej jednak się wyspać niż siedzieć po nocach. Postaram się teraz pisać częściej, będę miał więcej czasu, może coś nowego wpadnie mi do głowy.
Dziękuje i pozdrawiam...
niedziela, 18 kwietnia 2010
Święte miejsce
W piątek rano wyjechałem z grupą do Częstochowy. Przepiękne miejsce które ma w sobie magię.
Byłem tu pierwszy raz, to dla mnie wielkie i bardzo ważne wydarzenie...
Gdy dojechaliśmy na miejsce po południu, parking był już prawie cały zajęty przez autokary z pielgrzymami. Setki ludzi przybywają tu co dzień, i chcą uczestniczyć w tym cudownym wydarzeniu, jakim modlitwa i czuwanie przy obrazie Matki Boskiej.Wieża klasztoru była widoczna już z daleka. I to szczęście gdy już się tam jest, wreszcie można wysiąść i po prostu iść... Iść do wiecznego miejsca, umiłowanego przez królów, ważne osobistości i wszystkich polaków...
Kilka wolnych godzin to jednak za mało czasu by móc wszystko zwiedzić, nacieszyć się tym widokiem. Wchodząc od miasta idzie się pod górkę, długą aleją, po obu stronach obsadzoną drzewami. Widok ten musi być przepiękny gdy wszystkie rośliny odżywają, pokrywają się młodymi listkami, i kwiatkami... Krótki spacerek, odpoczynek na ławeczce, podziwianie widoku klasztoru górującego nad wszystkim. Po przejściu przez bramę zaczyna się park. Mnogość przecinających się alejek, miejsc do siedzenia, nieduży staw, i plac zabaw nadają mu spokoju, można się tu wyciszyć...Następnie po krótkim spacerku ruszamy z kilkoma znajomymi dalej... Zatrzymaliśmy się na głównym placu przed klasztorem. Widok przecudowny, a do tego rozmowy i miła atmosfera która udzielała się wszystkim. I tu jeszcze jedno zdjęcie z naszej pielgrzymki... ( i w tle na dole, oczywiście moje buty)
Pozostaje sobie wyobrazić jak musi wyglądać plac kiedy jest tu tysiące ludzi, jaka wtedy musi być atmosfera...
Po tym wszystkim zostaje wejście już na obszar samego klasztoru...
Na początek przywitanie młodzieży która przybyła w to święte miejsce. Gdy ogromna sala zapełniła się aż po brzegi zaczęło się przemówienie. Był tam też chórek, gitarzyści, bębenki, i nawet osoba grająca na flecie, każdy kto chciał mógł do niego się przyłączyć. Pomyślałem, czemu nie...? można by spróbować... I tak ruszyłem z kilkoma koleżankami... Wspólny, radosny śpiew, chwalący Pana, to dopiero było pozytywne przeżycie... Tak, to coś wspaniałego, łączyć się z innymi w śpiewie. Na pewno tego nie zapomnę, i już zawsze będę próbował dołączyć się do chóru.
Nauka wygłaszana przez księdza dawała też wiele do myślenia, i wiele wnosiła do życia. Przynajmniej powinna, bo poruszała tematy miłości partnerskiej, tej prawdziwej... Dla wielu osób była to dobra lekcja. Dla mnie nie...? Może nie do końca, bo życie w związku nie jest moim celem i się w nim nie widzę... Ale nie ukrywam że te słowa wiele mnie nauczyły, i jeśli ja z nich nie skorzystam, to wszyscy inni powinni wziąć je głęboko do serca i głęboko się nimi kierować. Nie będę mówić o tym dokładnie bo nie są to moje słowa, ale zgadzam się z nimi, i już wcześniej poruszałem podobny temat. Może w przyszłości zajmę się nim na nowo, trochę szerzej...
Po przywitaniu się z młodzieżą i nauce ku niej skierowanej, została chwila na zwiedzanie.
Teraz zaczynała się czas modlitwy, który rozpoczęła Droga Krzyżowa na wałach. Było tak wielu pielgrzymów że droga którą podążaliśmy ciągnęła się metrami, i nie dało się dojrzeć końca. Wyglądało to, i było świetne, do tego te cudowne pieśni...
I teraz wszyscy udali się do środka, by zacząć czuwanie przy świętym obrazie. Chciałem być jak najbliżej, ale jak to zrobić gdy było aż tylu ludzi...? Ale Bóg mnie wysłuchał i z samego końca kaplicy, pełnej pielgrzymów, dostałem się pod ołtarz. Często mi się zdarza że czaka ma mnie jedno wolne miejsce... Podchodząc bliżej, moje serce biło coraz mocniej, to uczucie szczęścia... Ta atmosfera która mnie ogarniała była nie do opisania... Pierwszy raz i spotkało mnie tyle pozytywnych rzeczy... Bardzo mili ludzie, wszystko było takie piękne... Brakuje słów do opisanie tego wszystkiego...? Tak, bo doznałem czegoś czego nie potrafię opisać słowami, trzeba tego doświadczyć samemu...
I tak dobiegł koniec naszej wizyty w Częstochowie... Pozytywnie...? Tak, nawet bardzo...
Ale został jeszcze powrót, kilka godzin wraz ze znajomymi... Nie mogłem usnąć, może to z tego całego szczęścia które mnie ogarnęło...? Nie wykluczone...
Dziękuje za przeczytanie mojej krótkiej relacji... Polecam pielgrzymkę do Częstochowy, i nie wiem czemu nie byłem tu nigdy wcześniej...? Za to piesza pielgrzymka, to musi być dopiero pozytywne przeżycie...
I tak na marginesie, że jedna godzina snu na dwa dni to jednak nie jest dobry pomysł... Oczywiście można wytrzymać, ale nie polecam. Wpis miał być wcześniej ale musiałem kilka dni odespać i wrócić do swojego normalnego rytmu dnia...
Byłem tu pierwszy raz, to dla mnie wielkie i bardzo ważne wydarzenie...
Gdy dojechaliśmy na miejsce po południu, parking był już prawie cały zajęty przez autokary z pielgrzymami. Setki ludzi przybywają tu co dzień, i chcą uczestniczyć w tym cudownym wydarzeniu, jakim modlitwa i czuwanie przy obrazie Matki Boskiej.Wieża klasztoru była widoczna już z daleka. I to szczęście gdy już się tam jest, wreszcie można wysiąść i po prostu iść... Iść do wiecznego miejsca, umiłowanego przez królów, ważne osobistości i wszystkich polaków...
Kilka wolnych godzin to jednak za mało czasu by móc wszystko zwiedzić, nacieszyć się tym widokiem. Wchodząc od miasta idzie się pod górkę, długą aleją, po obu stronach obsadzoną drzewami. Widok ten musi być przepiękny gdy wszystkie rośliny odżywają, pokrywają się młodymi listkami, i kwiatkami... Krótki spacerek, odpoczynek na ławeczce, podziwianie widoku klasztoru górującego nad wszystkim. Po przejściu przez bramę zaczyna się park. Mnogość przecinających się alejek, miejsc do siedzenia, nieduży staw, i plac zabaw nadają mu spokoju, można się tu wyciszyć...Następnie po krótkim spacerku ruszamy z kilkoma znajomymi dalej... Zatrzymaliśmy się na głównym placu przed klasztorem. Widok przecudowny, a do tego rozmowy i miła atmosfera która udzielała się wszystkim. I tu jeszcze jedno zdjęcie z naszej pielgrzymki... ( i w tle na dole, oczywiście moje buty)
Po tym wszystkim zostaje wejście już na obszar samego klasztoru...
Na początek przywitanie młodzieży która przybyła w to święte miejsce. Gdy ogromna sala zapełniła się aż po brzegi zaczęło się przemówienie. Był tam też chórek, gitarzyści, bębenki, i nawet osoba grająca na flecie, każdy kto chciał mógł do niego się przyłączyć. Pomyślałem, czemu nie...? można by spróbować... I tak ruszyłem z kilkoma koleżankami... Wspólny, radosny śpiew, chwalący Pana, to dopiero było pozytywne przeżycie... Tak, to coś wspaniałego, łączyć się z innymi w śpiewie. Na pewno tego nie zapomnę, i już zawsze będę próbował dołączyć się do chóru.
Nauka wygłaszana przez księdza dawała też wiele do myślenia, i wiele wnosiła do życia. Przynajmniej powinna, bo poruszała tematy miłości partnerskiej, tej prawdziwej... Dla wielu osób była to dobra lekcja. Dla mnie nie...? Może nie do końca, bo życie w związku nie jest moim celem i się w nim nie widzę... Ale nie ukrywam że te słowa wiele mnie nauczyły, i jeśli ja z nich nie skorzystam, to wszyscy inni powinni wziąć je głęboko do serca i głęboko się nimi kierować. Nie będę mówić o tym dokładnie bo nie są to moje słowa, ale zgadzam się z nimi, i już wcześniej poruszałem podobny temat. Może w przyszłości zajmę się nim na nowo, trochę szerzej...
Po przywitaniu się z młodzieżą i nauce ku niej skierowanej, została chwila na zwiedzanie.
Teraz zaczynała się czas modlitwy, który rozpoczęła Droga Krzyżowa na wałach. Było tak wielu pielgrzymów że droga którą podążaliśmy ciągnęła się metrami, i nie dało się dojrzeć końca. Wyglądało to, i było świetne, do tego te cudowne pieśni...
I teraz wszyscy udali się do środka, by zacząć czuwanie przy świętym obrazie. Chciałem być jak najbliżej, ale jak to zrobić gdy było aż tylu ludzi...? Ale Bóg mnie wysłuchał i z samego końca kaplicy, pełnej pielgrzymów, dostałem się pod ołtarz. Często mi się zdarza że czaka ma mnie jedno wolne miejsce... Podchodząc bliżej, moje serce biło coraz mocniej, to uczucie szczęścia... Ta atmosfera która mnie ogarniała była nie do opisania... Pierwszy raz i spotkało mnie tyle pozytywnych rzeczy... Bardzo mili ludzie, wszystko było takie piękne... Brakuje słów do opisanie tego wszystkiego...? Tak, bo doznałem czegoś czego nie potrafię opisać słowami, trzeba tego doświadczyć samemu...
I tak dobiegł koniec naszej wizyty w Częstochowie... Pozytywnie...? Tak, nawet bardzo...
Ale został jeszcze powrót, kilka godzin wraz ze znajomymi... Nie mogłem usnąć, może to z tego całego szczęścia które mnie ogarnęło...? Nie wykluczone...
Dziękuje za przeczytanie mojej krótkiej relacji... Polecam pielgrzymkę do Częstochowy, i nie wiem czemu nie byłem tu nigdy wcześniej...? Za to piesza pielgrzymka, to musi być dopiero pozytywne przeżycie...
I tak na marginesie, że jedna godzina snu na dwa dni to jednak nie jest dobry pomysł... Oczywiście można wytrzymać, ale nie polecam. Wpis miał być wcześniej ale musiałem kilka dni odespać i wrócić do swojego normalnego rytmu dnia...
wtorek, 13 kwietnia 2010
Moja Droga...
Każdy szuka swojej drogi... I powinno to być naszym głównym celem...
Można planować wszystkie szczegóły, myślami wyprzedzać przyszłość, albo po prostu objąć jakiś prosty kierunek i nim się kierować, realizując przy tym pozostałem, dajmy na to, pomysły na życie.
Trzeba żyć godnie i z honorem, ale również by niczego nie żałować.
Wybory bywają trudne, ale trzeba być zdecydowanym, nie można się poddać krytyce i przeszkodom, jakie mogą postawić nam nawet znajomi.
Ja wiem co chce zrobić ze swoim życiem, zamierzam poświęcić Bogu...
Jestem bardzo religijny, zawsze starałem się być dobrym człowiekiem i nikomu nie szkodzić i nieść pomoc. O tym że chcę wstąpić do seminarium zacząłem myśleć po pewnym wydarzeniu.
Jest nim moja choroba, nieuleczalna na dodatek. Nie uważam ją za jakąś karę, czy jakiś genetyczny błąd, bo zawsze byłem zdrowy, jest ona dla mnie znakiem który miał mi wskazać kierunek jaki miałem obrać. Dlatego że przed tym wszystkim chciałem wstąpić do wojska. Jakby wtedy wyglądało moje życie...? Jakim człowiekiem bym się stał...? Nie wiem i teraz nie chcę tego wiedzieć... Wiem że choroba nakierowała mnie na dobrą drogę, i będę się nią kierował...
Co więcej, poznałem ludzi którzy stali się dla mnie bardzo ważni, pomagali mi wszystko zrozumieć... Wszyscy oni odegrali też dużą rolę w moich wyborach. I ja sam chce wybrać takie życie, nikt mnie do niego nie namawiał...
Co mnie boli w tym wszystkim...? Opinia innych ludzi i ich "bezcenne" komentarze...
Na wieść o tym że chce wstąpić do seminarium każdy reagował inaczej. Wiadomo każdy ma swoje zdanie i ja to szanuje, ale niech nie próbują mną manipulować, i kierować...
Nie wiem czemu są tacy ludzie... Jedni reagują pozytywnie, inni normalnie, ale negatywna reakcja po prostu mnie szokuje... Może najlepiej się obrazić nie odzywać za to że tak kieruje swoje życie... Chcę zostać księdzem, nauczać i pomagać ludziom. Dajmy na to, ktoś powie: - Chcę zostać prawnikiem. Każdy odpowie: - O to dobry wybór, gratuluję. Oklaski, wiwaty... I co może robić taka osoba po studiach...? Może ona bronić morderców, gwałcicieli, złodziei, bu uniknęli wyroku i więzienia. (Oczywiście nie mówię że, nie mają prawa do obrony, bo każdy powinien je mieć.) Potem powstaje paradoks jak kogoś okradną, i na tym fakcie się zakończy, bo kogoś uniewinnili...
Można podać jeszcze wiele takich przykładów...
Nie rozpowiadałem że chcę wstąpić do seminarium, ale takie wieści szybko się rozchodzą, widocznie nikt nie usiedzi w ciszy i musi się z kimś tym podzielić.
Dziwią mnie pytania pewnych osób "żartujesz...? " "co ty opowiadasz..." i takie tam prawda, jak zawsze. Dobiło mnie jedno "od kiedy to masz?". Od kiedy to mam...? To już lekka przesada, powołanie to NIE jest żadna choroba, po pierwsze... Mam jednak nadzieję że to było przejęzyczenie... Jednak gdy pytam się czemu mam tego nie robić, mówią że mają na to tysiące argumentów. No tak tak ich dużo, ale na drugie pytanie żeby mi kilka wymienili to poczekaj, chwilka, i wychodzi na to że, na jednym się kończy, o ile w ogóle na jednym... Ujdą też pewne śmiechy, niedowierzanie, na przykład "o będę miała ślub za darmo." , to nie przeszkadza, mnie również bawi, rozluźnia atmosferę. Jedni się o mnie martwią, ale to nie jest jakieś negatywne myślenie, to jedynie troska. Ktoś też mnie się spytał czy nie jest to ucieczka od świata, problemów... Ja jednak tego pytania nie rozumiem, jak można traktować seminarium jako ucieczkę...? Nie mam problemów tak wielkich żebym sobie z nimi nie dał rady, albo się przed nimi kryć. Kolejnym pytaniem, które się pojawiało, było na temat miłości. Zastanawia mnie też o jaką "miłość" tym osobom chodzi, bo różne są wyobrażenia i każdy myśli wartościując według swoich zasad. Ale moja odpowiedź jest prosta, kocham wszystkich, niektórych może trochę bardziej, i tak powinno być.
Czemu ten świat ma jakieś uprzedzenia do księży, i do życia jakie prowadzą...? Są jednak tacy którym to nie przeszkadza, po prostu każdy ma swoją drogę, a znajomość takich osób nie jest im obce. Seminarium to też szkoła i chodzą tam zwykli ludzie, dla których Bóg jest bardzo ważny, z którymi można się przyjaźnić, rozmawiać na wszystkie tematy, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nienormalnego, co odsuwa, straszy, co może stawiać granicę pomiędzy. Ale jedni w taki sposób to odbierają, nie wiem czemu...
Ja czuję że jest to moje powołanie... Chce w tym wytrwać i nie poddać się... Bliskie mi osoby to rozumieją i mnie wspierają, i za to im jestem bardzo wdzięczny... W Bogu odnajduje swoje szczęście. Przepełnia mnie radość gdy myślę że takie życie może się spełnić. Modlitwa i kościół również są bardzo ważne, i płynie z nich wielka nauka...
Tak to jest Moja Droga...
Chcę poznać wasze zdanie, komentujcie... Wyraźcie swoje własne zdanie, krytyczne lub budujące. Chce wiedzieć co sądzą o tym inni ludzie...
Proszę, i dziękuje za wasze opinnie...
Można planować wszystkie szczegóły, myślami wyprzedzać przyszłość, albo po prostu objąć jakiś prosty kierunek i nim się kierować, realizując przy tym pozostałem, dajmy na to, pomysły na życie.
Trzeba żyć godnie i z honorem, ale również by niczego nie żałować.
Wybory bywają trudne, ale trzeba być zdecydowanym, nie można się poddać krytyce i przeszkodom, jakie mogą postawić nam nawet znajomi.
Ja wiem co chce zrobić ze swoim życiem, zamierzam poświęcić Bogu...
Jestem bardzo religijny, zawsze starałem się być dobrym człowiekiem i nikomu nie szkodzić i nieść pomoc. O tym że chcę wstąpić do seminarium zacząłem myśleć po pewnym wydarzeniu.
Jest nim moja choroba, nieuleczalna na dodatek. Nie uważam ją za jakąś karę, czy jakiś genetyczny błąd, bo zawsze byłem zdrowy, jest ona dla mnie znakiem który miał mi wskazać kierunek jaki miałem obrać. Dlatego że przed tym wszystkim chciałem wstąpić do wojska. Jakby wtedy wyglądało moje życie...? Jakim człowiekiem bym się stał...? Nie wiem i teraz nie chcę tego wiedzieć... Wiem że choroba nakierowała mnie na dobrą drogę, i będę się nią kierował...
Co więcej, poznałem ludzi którzy stali się dla mnie bardzo ważni, pomagali mi wszystko zrozumieć... Wszyscy oni odegrali też dużą rolę w moich wyborach. I ja sam chce wybrać takie życie, nikt mnie do niego nie namawiał...
Co mnie boli w tym wszystkim...? Opinia innych ludzi i ich "bezcenne" komentarze...
Na wieść o tym że chce wstąpić do seminarium każdy reagował inaczej. Wiadomo każdy ma swoje zdanie i ja to szanuje, ale niech nie próbują mną manipulować, i kierować...
Nie wiem czemu są tacy ludzie... Jedni reagują pozytywnie, inni normalnie, ale negatywna reakcja po prostu mnie szokuje... Może najlepiej się obrazić nie odzywać za to że tak kieruje swoje życie... Chcę zostać księdzem, nauczać i pomagać ludziom. Dajmy na to, ktoś powie: - Chcę zostać prawnikiem. Każdy odpowie: - O to dobry wybór, gratuluję. Oklaski, wiwaty... I co może robić taka osoba po studiach...? Może ona bronić morderców, gwałcicieli, złodziei, bu uniknęli wyroku i więzienia. (Oczywiście nie mówię że, nie mają prawa do obrony, bo każdy powinien je mieć.) Potem powstaje paradoks jak kogoś okradną, i na tym fakcie się zakończy, bo kogoś uniewinnili...
Można podać jeszcze wiele takich przykładów...
Nie rozpowiadałem że chcę wstąpić do seminarium, ale takie wieści szybko się rozchodzą, widocznie nikt nie usiedzi w ciszy i musi się z kimś tym podzielić.
Dziwią mnie pytania pewnych osób "żartujesz...? " "co ty opowiadasz..." i takie tam prawda, jak zawsze. Dobiło mnie jedno "od kiedy to masz?". Od kiedy to mam...? To już lekka przesada, powołanie to NIE jest żadna choroba, po pierwsze... Mam jednak nadzieję że to było przejęzyczenie... Jednak gdy pytam się czemu mam tego nie robić, mówią że mają na to tysiące argumentów. No tak tak ich dużo, ale na drugie pytanie żeby mi kilka wymienili to poczekaj, chwilka, i wychodzi na to że, na jednym się kończy, o ile w ogóle na jednym... Ujdą też pewne śmiechy, niedowierzanie, na przykład "o będę miała ślub za darmo." , to nie przeszkadza, mnie również bawi, rozluźnia atmosferę. Jedni się o mnie martwią, ale to nie jest jakieś negatywne myślenie, to jedynie troska. Ktoś też mnie się spytał czy nie jest to ucieczka od świata, problemów... Ja jednak tego pytania nie rozumiem, jak można traktować seminarium jako ucieczkę...? Nie mam problemów tak wielkich żebym sobie z nimi nie dał rady, albo się przed nimi kryć. Kolejnym pytaniem, które się pojawiało, było na temat miłości. Zastanawia mnie też o jaką "miłość" tym osobom chodzi, bo różne są wyobrażenia i każdy myśli wartościując według swoich zasad. Ale moja odpowiedź jest prosta, kocham wszystkich, niektórych może trochę bardziej, i tak powinno być.
Czemu ten świat ma jakieś uprzedzenia do księży, i do życia jakie prowadzą...? Są jednak tacy którym to nie przeszkadza, po prostu każdy ma swoją drogę, a znajomość takich osób nie jest im obce. Seminarium to też szkoła i chodzą tam zwykli ludzie, dla których Bóg jest bardzo ważny, z którymi można się przyjaźnić, rozmawiać na wszystkie tematy, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nienormalnego, co odsuwa, straszy, co może stawiać granicę pomiędzy. Ale jedni w taki sposób to odbierają, nie wiem czemu...
Ja czuję że jest to moje powołanie... Chce w tym wytrwać i nie poddać się... Bliskie mi osoby to rozumieją i mnie wspierają, i za to im jestem bardzo wdzięczny... W Bogu odnajduje swoje szczęście. Przepełnia mnie radość gdy myślę że takie życie może się spełnić. Modlitwa i kościół również są bardzo ważne, i płynie z nich wielka nauka...
Tak to jest Moja Droga...
Chcę poznać wasze zdanie, komentujcie... Wyraźcie swoje własne zdanie, krytyczne lub budujące. Chce wiedzieć co sądzą o tym inni ludzie...
Proszę, i dziękuje za wasze opinnie...
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Szczere myśli...
Życie jest jednak nieprzewidywalne... Są w nim wzloty i upadki, a czasem kończy się również szybko jak się zaczęło...
Katastrofa prezydenckiego samolotu przypomniała nam że nie możemy być do końca pewni wszystkiego. Jest to wielka strata dla naszego państwa. Śmierć tylu ważnych osób połączyła nasz naród, w smutku i żałobie. Każdy zadawał sobie pytanie, jak do tego mogło dojść? - To nie może być prawda. Choć były to dla większości obce osoby, to jednak rozpoznawane przez wszystkich. Ludzie ze łzami w oczach słuchali relacji, zbierali się kościołach na modlitwie i przed pałacem prezydenckim by zapalić znicz. Bardzo liczne uczestnictwo w kondukcie żałobnym również było pięknym wyrazem ze strony całego narodu. Było to dla mnie wręcz wzruszające i smutne wydarzenie. Pierwszego dnia również nie dochodziło do mnie to co się stało, i jak do tego mogło dojść, ale po jakimś czasie zacząłem stawać się na to obojętny, relacje w mediach i zachowanie ludzi straciły dla mnie sens. Stawiałem sobie teraz takie pytanie; czy na pewno są to szczere uczucia...?
Niezbyt jestem zainteresowany polityką, nie do końca mogę wiedzieć co się dzieje, ale wiem jak inni zabierali głos w sprawie naszego rządu, i jakie mieli o nim zdanie. Każdy dorzucał swoje komentarze, jak jest źle, że wszystkie podejmowane decyzje są błędne i nie dają żadnych zysków. Tak robiło wielu. Ciągłe sprzeczki niszczyły relacje, i nie dawały dojść do porozumienia. Ja sam uważam że po za tymi nieporozumieniami nasz kraj funkcjonował w normalny sposób. Każdy jednak miał swoje zdanie, krytykowano wszystko... I tu po katastrofie mamy nagły zmianę myślenia. W tym momencie zaczynają się pewne "schody", bo już nie wiadomo kto jakie miał wpierw zdanie. Zaczyna się lament i "słodzenie", wszyscy zaczynają mówić jednym głosem.
Tyle tylko że mi jest w to trudno uwierzyć, brak w tym szczerości. Dla niektórych lepiej by było zachować godność i na prawdę się nie wypowiadać, przemyśleć to wszystko w ciszy... Zobaczymy czy nie przerodzi się to w polityczną "propagandę" i uczucia pozostaną prawdziwe. Ja sam nie mógłbym znieść dobroci mówionej przez zaciśnięte zęby, i sztucznych łez... Jest to dla mnie w pewnym sensie żałosne. Każdy powinien zostać sobą i w najlepszym wypadku zachować to dla siebie, w spokoju uczcić pamięć tych którzy odeszli. Powinniśmy wyciągnąć z tego wydarzenia też odpowiednią naukę, że śmierć przychodzi z niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie, i powinniśmy być w pewien sposób zawsze gotowi, nie zostawiając niedokończonych spraw... Świat również stałby się lepszy gdyby panowała w nim prawda, ludzie szanowali by się na wzajem, odłożyli by na bok swoje spory i krytyczne wypowiedzi.
Ja pozostaję sobą, i wyrażam własne zdanie o tym co myślę... Sądzę że inni też nie będą ukrywać się za maską, która pasuje do zaistniałej sytuacji.
Z szacunkiem do osób których już nie ma między nami...
Katastrofa prezydenckiego samolotu przypomniała nam że nie możemy być do końca pewni wszystkiego. Jest to wielka strata dla naszego państwa. Śmierć tylu ważnych osób połączyła nasz naród, w smutku i żałobie. Każdy zadawał sobie pytanie, jak do tego mogło dojść? - To nie może być prawda. Choć były to dla większości obce osoby, to jednak rozpoznawane przez wszystkich. Ludzie ze łzami w oczach słuchali relacji, zbierali się kościołach na modlitwie i przed pałacem prezydenckim by zapalić znicz. Bardzo liczne uczestnictwo w kondukcie żałobnym również było pięknym wyrazem ze strony całego narodu. Było to dla mnie wręcz wzruszające i smutne wydarzenie. Pierwszego dnia również nie dochodziło do mnie to co się stało, i jak do tego mogło dojść, ale po jakimś czasie zacząłem stawać się na to obojętny, relacje w mediach i zachowanie ludzi straciły dla mnie sens. Stawiałem sobie teraz takie pytanie; czy na pewno są to szczere uczucia...?
Niezbyt jestem zainteresowany polityką, nie do końca mogę wiedzieć co się dzieje, ale wiem jak inni zabierali głos w sprawie naszego rządu, i jakie mieli o nim zdanie. Każdy dorzucał swoje komentarze, jak jest źle, że wszystkie podejmowane decyzje są błędne i nie dają żadnych zysków. Tak robiło wielu. Ciągłe sprzeczki niszczyły relacje, i nie dawały dojść do porozumienia. Ja sam uważam że po za tymi nieporozumieniami nasz kraj funkcjonował w normalny sposób. Każdy jednak miał swoje zdanie, krytykowano wszystko... I tu po katastrofie mamy nagły zmianę myślenia. W tym momencie zaczynają się pewne "schody", bo już nie wiadomo kto jakie miał wpierw zdanie. Zaczyna się lament i "słodzenie", wszyscy zaczynają mówić jednym głosem.
Tyle tylko że mi jest w to trudno uwierzyć, brak w tym szczerości. Dla niektórych lepiej by było zachować godność i na prawdę się nie wypowiadać, przemyśleć to wszystko w ciszy... Zobaczymy czy nie przerodzi się to w polityczną "propagandę" i uczucia pozostaną prawdziwe. Ja sam nie mógłbym znieść dobroci mówionej przez zaciśnięte zęby, i sztucznych łez... Jest to dla mnie w pewnym sensie żałosne. Każdy powinien zostać sobą i w najlepszym wypadku zachować to dla siebie, w spokoju uczcić pamięć tych którzy odeszli. Powinniśmy wyciągnąć z tego wydarzenia też odpowiednią naukę, że śmierć przychodzi z niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie, i powinniśmy być w pewien sposób zawsze gotowi, nie zostawiając niedokończonych spraw... Świat również stałby się lepszy gdyby panowała w nim prawda, ludzie szanowali by się na wzajem, odłożyli by na bok swoje spory i krytyczne wypowiedzi.
Ja pozostaję sobą, i wyrażam własne zdanie o tym co myślę... Sądzę że inni też nie będą ukrywać się za maską, która pasuje do zaistniałej sytuacji.
Z szacunkiem do osób których już nie ma między nami...
sobota, 10 kwietnia 2010
[*]...
Jak to mogło się stać...? Każdy zadaje sobie takie pytanie.
Czemu doszło do tak wielkiej katastrofy...? Cały kraj łączy się w żałobie...
Ja jakoś nadal nie potrafię w to uwierzyć, nie umiem się z tym pogodzić...
Nic nie przychodzi do głowy...
Czemu doszło do tak wielkiej katastrofy...? Cały kraj łączy się w żałobie...
Ja jakoś nadal nie potrafię w to uwierzyć, nie umiem się z tym pogodzić...
Nic nie przychodzi do głowy...
piątek, 9 kwietnia 2010
Miły, różowy dzień...
Kolejny dzień dzięki optymizmowi zakończył się bardzo dobrze. Było miło, i różowo.
Dlaczego tak...? Ponieważ wszystkie dobre rzeczy które mnie dziś spotkały były różowego koloru. Może troszkę to dziwne, czemu akurat taki kolor...? W sumie zauważyłem to dopiero niedawno, taki przebłysk że wszystko się łączy ze sobą. Może jednak na siłę doszukałem się sensu w tych rzeczach... Ale choćby i tak było, to jednak lepiej mieć takie wytłumaczenie. Dzień był dobry i różowy, barwa przecież ciepły, miły, i jaskrawy więc czemu by nie pozytywnie... Jednak wiadomo w naszym świecie ten kolorek ma wiele znaczeń, dla niektórych nawet negatywnych. Mi jednak przyniósł szczęście, ale nie będę pisał w jakiej postaci...
A co więcej kupony lotto też mają taki lekki odcień różu...
Dlaczego tak...? Ponieważ wszystkie dobre rzeczy które mnie dziś spotkały były różowego koloru. Może troszkę to dziwne, czemu akurat taki kolor...? W sumie zauważyłem to dopiero niedawno, taki przebłysk że wszystko się łączy ze sobą. Może jednak na siłę doszukałem się sensu w tych rzeczach... Ale choćby i tak było, to jednak lepiej mieć takie wytłumaczenie. Dzień był dobry i różowy, barwa przecież ciepły, miły, i jaskrawy więc czemu by nie pozytywnie... Jednak wiadomo w naszym świecie ten kolorek ma wiele znaczeń, dla niektórych nawet negatywnych. Mi jednak przyniósł szczęście, ale nie będę pisał w jakiej postaci...
A co więcej kupony lotto też mają taki lekki odcień różu...
środa, 7 kwietnia 2010
Optymistycznie...
Miał być piękny, słoneczny dzień. Spokojny, bez żadnych zmartwień, jeszcze z poświąteczną atmosferą...
Zaczął się jednak inaczej. Chłodny, pochmurny poranek odbierał już chęci do jakichkolwiek czynności... Wstajesz z myślą o ciepłych promieniach słońca, po prostu rozpływasz się w tych myślach, ale wyglądasz przez okno, i widzisz tą zamgloną szarość. Aż przechodzą Cię dreszcze po całym ciele... Co więcej dowiadujesz się że dzisiejszy dzień na pewno nie spędzisz na odpoczynku. Wiadomo nauka i różne obowiązki.....
Dobrze więc, trzeba jednak iść do przodu choć oczy zaspane, i brak sił na cokolwiek, a do tego zimno.
Co pomaga w takie dni...? Oczywiście pozytywne myślenie. Musimy być szczęśliwi i uśmiechnięci cały czasz nie zależnie od sytuacji. Tak to naprawdę pomaga podnieść się po jakże trudnym starcie.
Co może nam jeszcze bardzo pomóc...? -Znajomi. dobre towarzystwo, chwila rozmowy, żarty, i jesteśmy rozpromienieni. Samemu zawsze trudniej zyskać dobry humor. Trzeba swoim optymizmem zarażać również innych, by każdemu udzieliła się miła atmosfera. Dzięki temu wszystko zaczyna się układać, szarość dnia nabiera barw, obowiązki nie są już tak uciążliwe, jakimi mogłyby się zdawać, i nic już nie jest w stanie zaszkodzić naszemu dobremu samopoczuciu...
I dzięki optymizmowi ciężki początek miał miłe zakończenie, a dzień zaskakiwał pozytywnie. Pamiętajmy, nie warto być pesymistą i samemu pogłębiać się w tych czarnych barwach. Żyj kolorowo chciało by się rzecz...
Życzę równie dobrze spędzonych dni w miłej atmosferze...
Zaczął się jednak inaczej. Chłodny, pochmurny poranek odbierał już chęci do jakichkolwiek czynności... Wstajesz z myślą o ciepłych promieniach słońca, po prostu rozpływasz się w tych myślach, ale wyglądasz przez okno, i widzisz tą zamgloną szarość. Aż przechodzą Cię dreszcze po całym ciele... Co więcej dowiadujesz się że dzisiejszy dzień na pewno nie spędzisz na odpoczynku. Wiadomo nauka i różne obowiązki.....
Dobrze więc, trzeba jednak iść do przodu choć oczy zaspane, i brak sił na cokolwiek, a do tego zimno.
Co pomaga w takie dni...? Oczywiście pozytywne myślenie. Musimy być szczęśliwi i uśmiechnięci cały czasz nie zależnie od sytuacji. Tak to naprawdę pomaga podnieść się po jakże trudnym starcie.
Co może nam jeszcze bardzo pomóc...? -Znajomi. dobre towarzystwo, chwila rozmowy, żarty, i jesteśmy rozpromienieni. Samemu zawsze trudniej zyskać dobry humor. Trzeba swoim optymizmem zarażać również innych, by każdemu udzieliła się miła atmosfera. Dzięki temu wszystko zaczyna się układać, szarość dnia nabiera barw, obowiązki nie są już tak uciążliwe, jakimi mogłyby się zdawać, i nic już nie jest w stanie zaszkodzić naszemu dobremu samopoczuciu...
I dzięki optymizmowi ciężki początek miał miłe zakończenie, a dzień zaskakiwał pozytywnie. Pamiętajmy, nie warto być pesymistą i samemu pogłębiać się w tych czarnych barwach. Żyj kolorowo chciało by się rzecz...
Życzę równie dobrze spędzonych dni w miłej atmosferze...
wtorek, 6 kwietnia 2010
Miłość...?
Czym jest dla nas miłość...?
Czym stała się w dzisiejszych czasach i jak jest przez nas rozumiana...?
To piękne uczucie kształtowało się przez wiele wieków, nabierając to coraz nowszych znaczeń i wyobrażeń o niej.
Ale czy okres w którym obecnie żyjemy jest dobry...?
Znaczenie owej miłości zostało bardzo zdeformowane przez media i różne młodzieżowe pisma.
Uczucie to straciło wiele na wartości, romantyczności i subtelności, nad jaką pracowali dawni pisarze i poeci. Dziś to wszystko sprowadza się jedynie do wyglądu, i "bardzo bliskich" kontaktów międzyludzkich. Wiadomo są ludzie którzy pojmują jeszcze miłość w poważny sposób, przynajmniej mam taką nadzieje.
Dziś wiele osób ma problemy związane z miłością, stają przed trudnymi wyborami. W sumie jest to decyzja dwóch kochających się ludzi, i w tym wypadku nie każdy powinien mieszać się w te sprawy. Tyle tylko że niektórzy sami sobie z tym nie mogą poradzić, zaczynają mieć wątpliwości które źle wpływają na dalsze życie. Trzeba być wyrozumiałym i nie tworzyć przeszkód, a jedynie starać się zrozumieć to uczucie i dawać porady a nie starać się samemu wchodzić w ten związek próbując łączyć ludzi, bo może to mieć wtedy całkiem inne skutki niż zakładamy. Na początku trzeba się zastanowić czy znaleźliśmy osobę z którą się dobrze rozumiemy, czy jest to prawdziwe uczucie, zauroczenie, czy bardziej ciekawość. Bo na przykład w moim rozumieniu nie ma wielkiej Miłości przez duże M na pewien, dajmy na okres próbny, który kończy się tak szybko jak się zaczął. Jest to dla mnie śmieszne, i nie wiem jak można mówić tu o prawdziwym uczuciu.
Miłość powinna łączyć ludzi na całe lata, całe życie, jak przysięga składana podczas ślubu. Wspólne spędzanie czasu, zrozumienie, pomoc i nieustająca troska. Gdy tęskni się za kimś po chwili rozłąki, i nie przestaje się myśleć o tej osobie, oczywiście w zdrowy sposób by nie popaść w jakąś obsesję. Kolejnym czynnikiem pięknej i prawdziwej miłości powinien być wyżej wspomniany ślub. Wydarzenie które z Bożą pomocą umacnia zakochanych w tym uczuciu.
W latach młodzieńczych nie jestem do końca pewien czy można mówić o miłości.
Czy może to być coś więcej...? Możliwe że tak, ale w większości przypadków jest to po prostu zauroczenie. Nie mówię oczywiście że jest to coś złego i daremnego, bo może przerodzić się to w wielkie uczucie. (Łączyć ludzi może też coś innego, ale o tym innym razem) Ale trzeba to głęboko przemyśleć, czy warto angażować w to swoje uczucia, i czas...? Nie zawsze to przecież może wyjść na dobre, wtedy żałujemy takiego wyboru, niektóre osoby mogą to też bardzo przeżywać. Warto uważać by nikogo nie skrzywdzić w ten sposób, bo to jednak może zostać w psychice, i traci się wtedy zaufanie.
Dlatego wszyscy muszą zastanowić się czego naprawdę pragną. Czy ma to być zwykła znajomość, może przyjaźń, ale z tym też ostrożnie w takich wypadkach, lub też prawdziwe uczucie.
Jeśli tak trzeba poświęcić trochę siebie i walczyć o taką Miłość, bo może płynąć z tego wielkie szczęście, a nasze życie nabierze nowych wspaniałych kolorów...
Miłość nie tylko odnosi się do zakochanych par, może funkcjonować w rodzinie w śród bliskich ale wtedy to co innego. Postaram się dalej toczyć to zagadnienie, oczywiście są to tylko moje spostrzeżenia, każdy myśli i postrzega inaczej. Zapraszam do komentowania. I Dziękuje....
Czym stała się w dzisiejszych czasach i jak jest przez nas rozumiana...?
To piękne uczucie kształtowało się przez wiele wieków, nabierając to coraz nowszych znaczeń i wyobrażeń o niej.
Ale czy okres w którym obecnie żyjemy jest dobry...?
Znaczenie owej miłości zostało bardzo zdeformowane przez media i różne młodzieżowe pisma.
Uczucie to straciło wiele na wartości, romantyczności i subtelności, nad jaką pracowali dawni pisarze i poeci. Dziś to wszystko sprowadza się jedynie do wyglądu, i "bardzo bliskich" kontaktów międzyludzkich. Wiadomo są ludzie którzy pojmują jeszcze miłość w poważny sposób, przynajmniej mam taką nadzieje.
Dziś wiele osób ma problemy związane z miłością, stają przed trudnymi wyborami. W sumie jest to decyzja dwóch kochających się ludzi, i w tym wypadku nie każdy powinien mieszać się w te sprawy. Tyle tylko że niektórzy sami sobie z tym nie mogą poradzić, zaczynają mieć wątpliwości które źle wpływają na dalsze życie. Trzeba być wyrozumiałym i nie tworzyć przeszkód, a jedynie starać się zrozumieć to uczucie i dawać porady a nie starać się samemu wchodzić w ten związek próbując łączyć ludzi, bo może to mieć wtedy całkiem inne skutki niż zakładamy. Na początku trzeba się zastanowić czy znaleźliśmy osobę z którą się dobrze rozumiemy, czy jest to prawdziwe uczucie, zauroczenie, czy bardziej ciekawość. Bo na przykład w moim rozumieniu nie ma wielkiej Miłości przez duże M na pewien, dajmy na okres próbny, który kończy się tak szybko jak się zaczął. Jest to dla mnie śmieszne, i nie wiem jak można mówić tu o prawdziwym uczuciu.
Miłość powinna łączyć ludzi na całe lata, całe życie, jak przysięga składana podczas ślubu. Wspólne spędzanie czasu, zrozumienie, pomoc i nieustająca troska. Gdy tęskni się za kimś po chwili rozłąki, i nie przestaje się myśleć o tej osobie, oczywiście w zdrowy sposób by nie popaść w jakąś obsesję. Kolejnym czynnikiem pięknej i prawdziwej miłości powinien być wyżej wspomniany ślub. Wydarzenie które z Bożą pomocą umacnia zakochanych w tym uczuciu.
W latach młodzieńczych nie jestem do końca pewien czy można mówić o miłości.
Czy może to być coś więcej...? Możliwe że tak, ale w większości przypadków jest to po prostu zauroczenie. Nie mówię oczywiście że jest to coś złego i daremnego, bo może przerodzić się to w wielkie uczucie. (Łączyć ludzi może też coś innego, ale o tym innym razem) Ale trzeba to głęboko przemyśleć, czy warto angażować w to swoje uczucia, i czas...? Nie zawsze to przecież może wyjść na dobre, wtedy żałujemy takiego wyboru, niektóre osoby mogą to też bardzo przeżywać. Warto uważać by nikogo nie skrzywdzić w ten sposób, bo to jednak może zostać w psychice, i traci się wtedy zaufanie.
Dlatego wszyscy muszą zastanowić się czego naprawdę pragną. Czy ma to być zwykła znajomość, może przyjaźń, ale z tym też ostrożnie w takich wypadkach, lub też prawdziwe uczucie.
Jeśli tak trzeba poświęcić trochę siebie i walczyć o taką Miłość, bo może płynąć z tego wielkie szczęście, a nasze życie nabierze nowych wspaniałych kolorów...
Miłość nie tylko odnosi się do zakochanych par, może funkcjonować w rodzinie w śród bliskich ale wtedy to co innego. Postaram się dalej toczyć to zagadnienie, oczywiście są to tylko moje spostrzeżenia, każdy myśli i postrzega inaczej. Zapraszam do komentowania. I Dziękuje....
poniedziałek, 5 kwietnia 2010
Ludzki błąd...
Czemu ludzie są tak bardzo skłonni do popełniania błędów...?
Nawet jeśli wie się o konsekwencjach takich czynów...?
Jest to bardzo zastanawiające... Nie będę przywoływał jakichś konkretów bo można przytoczyć wiele takich sytuacji. Zaczynając od różnych groźnych nałogów, po przez różne wybory, kończąc na małych zachciankach.
Co w tym wszystkim pociąga człowieka...? Jeśli staramy się żyć dobrze, omijamy takie sytuacje, ale jeden błędny wybór pociąga za sobą inne. Gdy taka machina zostanie uruchomiona to jest problem żeby ją zatrzymać. Niszczy to psychikę, stajemy się pesymistami, nic nas nie cieszy, bywamy agresywni i odcinamy się od społeczeństwa (ale są różni ludzie). Te właśnie błędy z których płynie mała przyjemność mogą przerodzić się w nałogi z którymi trudno wygrać. Niektórzy czują się źle po czymś takim i może to być dla nich pewną motywacją by starać sobie z tym poradzić. W sumie zawsze przychodzi taki moment gdy człowiek zaczyna pojmować że czyni źle, czasem może on się pojawić dopiero po jakimś drastycznym wydarzeniu, niekiedy może jednak być już za późno. Potrzebna jest też mocna psychika i zdeterminowanie, bez tego sami sobie nie damy rady. Wsparcie najbliższych jest również bardzo pomocne. Nie uciekajmy od takich problemów bo one mogą się jedynie pogłębić.
Trzeba starać się być zawsze optymistą, dokonywać dobrych wyborów, miejmy własne zdanie i starajmy się opierać się swoim słabościom bo od małych rzeczy wszystko się zaczyna.
Postaram się w przyszłości nadal rozwijać temat, dopisywać różne uwagi, sugestię. Bo to co tu mamy za mało żeby to wszystko objąć, a same ogólniki w niczym nie pomogą. Nie wiem czy jest to dobry wpis, czy wnosi coś do naszego życia, każdy ma przecież swoje zdanie.
Nawet jeśli wie się o konsekwencjach takich czynów...?
Jest to bardzo zastanawiające... Nie będę przywoływał jakichś konkretów bo można przytoczyć wiele takich sytuacji. Zaczynając od różnych groźnych nałogów, po przez różne wybory, kończąc na małych zachciankach.
Co w tym wszystkim pociąga człowieka...? Jeśli staramy się żyć dobrze, omijamy takie sytuacje, ale jeden błędny wybór pociąga za sobą inne. Gdy taka machina zostanie uruchomiona to jest problem żeby ją zatrzymać. Niszczy to psychikę, stajemy się pesymistami, nic nas nie cieszy, bywamy agresywni i odcinamy się od społeczeństwa (ale są różni ludzie). Te właśnie błędy z których płynie mała przyjemność mogą przerodzić się w nałogi z którymi trudno wygrać. Niektórzy czują się źle po czymś takim i może to być dla nich pewną motywacją by starać sobie z tym poradzić. W sumie zawsze przychodzi taki moment gdy człowiek zaczyna pojmować że czyni źle, czasem może on się pojawić dopiero po jakimś drastycznym wydarzeniu, niekiedy może jednak być już za późno. Potrzebna jest też mocna psychika i zdeterminowanie, bez tego sami sobie nie damy rady. Wsparcie najbliższych jest również bardzo pomocne. Nie uciekajmy od takich problemów bo one mogą się jedynie pogłębić.
Trzeba starać się być zawsze optymistą, dokonywać dobrych wyborów, miejmy własne zdanie i starajmy się opierać się swoim słabościom bo od małych rzeczy wszystko się zaczyna.
Postaram się w przyszłości nadal rozwijać temat, dopisywać różne uwagi, sugestię. Bo to co tu mamy za mało żeby to wszystko objąć, a same ogólniki w niczym nie pomogą. Nie wiem czy jest to dobry wpis, czy wnosi coś do naszego życia, każdy ma przecież swoje zdanie.
Sprostowanie...
W pierwszym wpisie może trochę się rozpędziłem...
Nie jestem aż tak utalentowany aby pisać filozoficzne teksty, jednak postaram się żeby raz na jakiś czas pojawił się post o głębokich przemyśleniach, gdy tylko czas pozwoli.
Dziś akurat wena mnie opuściła, i uleciały wszystkie pomysły na jakiś dobry tekst. Może to przez dzisiejszą szarą i deszczową pogodę...? Albo coś bardziej mrocznego...? Nie wiem, nie jestem do końca pewien...
Nie jestem aż tak utalentowany aby pisać filozoficzne teksty, jednak postaram się żeby raz na jakiś czas pojawił się post o głębokich przemyśleniach, gdy tylko czas pozwoli.
Dziś akurat wena mnie opuściła, i uleciały wszystkie pomysły na jakiś dobry tekst. Może to przez dzisiejszą szarą i deszczową pogodę...? Albo coś bardziej mrocznego...? Nie wiem, nie jestem do końca pewien...
niedziela, 4 kwietnia 2010
Witam...
Witam osoby które chcą czytać mój blog...
Chcę pisać w nim o rzeczach poruszających tematy ważne oraz mniej ważne, skłaniających do rozmyślań, głębokich i zastanawiających, ale również o zwykłych dniach i mniej ciekawych wydarzeniach. Może będzie on dla jednych pewnym drogowskazem, skłoni do rozmyślań, pomoże w życiu. Bo ma on na celu Szukanie Drogi, pewnego sensu. Wiadomo, nie zawsze on taki będzie, bo nie zawsze można zainteresować, jednych zaciekawi skłoni do komentowania inni będą go czytać z nudów. Jednak twórczym być zawsze się nie da, i dlatego będę pisał też o prostym życiu bez żadnych głębszych tekstów...
A teraz bardzo krótko się opiszę:- Jestem przeciętnym chłopakiem, zawsze staram się pomagać innym, nie jestem stronniczy, próbuje żyć w zgodzie ze wszystkimi, i nie mam nałogów.
Dwa lata temu zachorowałem na nieuleczalną chorobę, nie jest aż tak groźna, ale będzie ze mną do końca. To ona stała się dla mnie pewnym drogowskazem który trochę zmienił moje życie... Ale o tym jeszcze się napisze...
Chcę pisać w nim o rzeczach poruszających tematy ważne oraz mniej ważne, skłaniających do rozmyślań, głębokich i zastanawiających, ale również o zwykłych dniach i mniej ciekawych wydarzeniach. Może będzie on dla jednych pewnym drogowskazem, skłoni do rozmyślań, pomoże w życiu. Bo ma on na celu Szukanie Drogi, pewnego sensu. Wiadomo, nie zawsze on taki będzie, bo nie zawsze można zainteresować, jednych zaciekawi skłoni do komentowania inni będą go czytać z nudów. Jednak twórczym być zawsze się nie da, i dlatego będę pisał też o prostym życiu bez żadnych głębszych tekstów...
A teraz bardzo krótko się opiszę:- Jestem przeciętnym chłopakiem, zawsze staram się pomagać innym, nie jestem stronniczy, próbuje żyć w zgodzie ze wszystkimi, i nie mam nałogów.
Dwa lata temu zachorowałem na nieuleczalną chorobę, nie jest aż tak groźna, ale będzie ze mną do końca. To ona stała się dla mnie pewnym drogowskazem który trochę zmienił moje życie... Ale o tym jeszcze się napisze...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


