Życie jest jednak nieprzewidywalne... Są w nim wzloty i upadki, a czasem kończy się również szybko jak się zaczęło...
Katastrofa prezydenckiego samolotu przypomniała nam że nie możemy być do końca pewni wszystkiego. Jest to wielka strata dla naszego państwa. Śmierć tylu ważnych osób połączyła nasz naród, w smutku i żałobie. Każdy zadawał sobie pytanie, jak do tego mogło dojść? - To nie może być prawda. Choć były to dla większości obce osoby, to jednak rozpoznawane przez wszystkich. Ludzie ze łzami w oczach słuchali relacji, zbierali się kościołach na modlitwie i przed pałacem prezydenckim by zapalić znicz. Bardzo liczne uczestnictwo w kondukcie żałobnym również było pięknym wyrazem ze strony całego narodu. Było to dla mnie wręcz wzruszające i smutne wydarzenie. Pierwszego dnia również nie dochodziło do mnie to co się stało, i jak do tego mogło dojść, ale po jakimś czasie zacząłem stawać się na to obojętny, relacje w mediach i zachowanie ludzi straciły dla mnie sens. Stawiałem sobie teraz takie pytanie; czy na pewno są to szczere uczucia...?
Niezbyt jestem zainteresowany polityką, nie do końca mogę wiedzieć co się dzieje, ale wiem jak inni zabierali głos w sprawie naszego rządu, i jakie mieli o nim zdanie. Każdy dorzucał swoje komentarze, jak jest źle, że wszystkie podejmowane decyzje są błędne i nie dają żadnych zysków. Tak robiło wielu. Ciągłe sprzeczki niszczyły relacje, i nie dawały dojść do porozumienia. Ja sam uważam że po za tymi nieporozumieniami nasz kraj funkcjonował w normalny sposób. Każdy jednak miał swoje zdanie, krytykowano wszystko... I tu po katastrofie mamy nagły zmianę myślenia. W tym momencie zaczynają się pewne "schody", bo już nie wiadomo kto jakie miał wpierw zdanie. Zaczyna się lament i "słodzenie", wszyscy zaczynają mówić jednym głosem.
Tyle tylko że mi jest w to trudno uwierzyć, brak w tym szczerości. Dla niektórych lepiej by było zachować godność i na prawdę się nie wypowiadać, przemyśleć to wszystko w ciszy... Zobaczymy czy nie przerodzi się to w polityczną "propagandę" i uczucia pozostaną prawdziwe. Ja sam nie mógłbym znieść dobroci mówionej przez zaciśnięte zęby, i sztucznych łez... Jest to dla mnie w pewnym sensie żałosne. Każdy powinien zostać sobą i w najlepszym wypadku zachować to dla siebie, w spokoju uczcić pamięć tych którzy odeszli. Powinniśmy wyciągnąć z tego wydarzenia też odpowiednią naukę, że śmierć przychodzi z niespodziewanie, w najmniej oczekiwanym momencie, i powinniśmy być w pewien sposób zawsze gotowi, nie zostawiając niedokończonych spraw... Świat również stałby się lepszy gdyby panowała w nim prawda, ludzie szanowali by się na wzajem, odłożyli by na bok swoje spory i krytyczne wypowiedzi.
Ja pozostaję sobą, i wyrażam własne zdanie o tym co myślę... Sądzę że inni też nie będą ukrywać się za maską, która pasuje do zaistniałej sytuacji.
Z szacunkiem do osób których już nie ma między nami...
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz