Każdy szuka swojej drogi... I powinno to być naszym głównym celem...
Można planować wszystkie szczegóły, myślami wyprzedzać przyszłość, albo po prostu objąć jakiś prosty kierunek i nim się kierować, realizując przy tym pozostałem, dajmy na to, pomysły na życie.
Trzeba żyć godnie i z honorem, ale również by niczego nie żałować.
Wybory bywają trudne, ale trzeba być zdecydowanym, nie można się poddać krytyce i przeszkodom, jakie mogą postawić nam nawet znajomi.
Ja wiem co chce zrobić ze swoim życiem, zamierzam poświęcić Bogu...
Jestem bardzo religijny, zawsze starałem się być dobrym człowiekiem i nikomu nie szkodzić i nieść pomoc. O tym że chcę wstąpić do seminarium zacząłem myśleć po pewnym wydarzeniu.
Jest nim moja choroba, nieuleczalna na dodatek. Nie uważam ją za jakąś karę, czy jakiś genetyczny błąd, bo zawsze byłem zdrowy, jest ona dla mnie znakiem który miał mi wskazać kierunek jaki miałem obrać. Dlatego że przed tym wszystkim chciałem wstąpić do wojska. Jakby wtedy wyglądało moje życie...? Jakim człowiekiem bym się stał...? Nie wiem i teraz nie chcę tego wiedzieć... Wiem że choroba nakierowała mnie na dobrą drogę, i będę się nią kierował...
Co więcej, poznałem ludzi którzy stali się dla mnie bardzo ważni, pomagali mi wszystko zrozumieć... Wszyscy oni odegrali też dużą rolę w moich wyborach. I ja sam chce wybrać takie życie, nikt mnie do niego nie namawiał...
Co mnie boli w tym wszystkim...? Opinia innych ludzi i ich "bezcenne" komentarze...
Na wieść o tym że chce wstąpić do seminarium każdy reagował inaczej. Wiadomo każdy ma swoje zdanie i ja to szanuje, ale niech nie próbują mną manipulować, i kierować...
Nie wiem czemu są tacy ludzie... Jedni reagują pozytywnie, inni normalnie, ale negatywna reakcja po prostu mnie szokuje... Może najlepiej się obrazić nie odzywać za to że tak kieruje swoje życie... Chcę zostać księdzem, nauczać i pomagać ludziom. Dajmy na to, ktoś powie: - Chcę zostać prawnikiem. Każdy odpowie: - O to dobry wybór, gratuluję. Oklaski, wiwaty... I co może robić taka osoba po studiach...? Może ona bronić morderców, gwałcicieli, złodziei, bu uniknęli wyroku i więzienia. (Oczywiście nie mówię że, nie mają prawa do obrony, bo każdy powinien je mieć.) Potem powstaje paradoks jak kogoś okradną, i na tym fakcie się zakończy, bo kogoś uniewinnili...
Można podać jeszcze wiele takich przykładów...
Nie rozpowiadałem że chcę wstąpić do seminarium, ale takie wieści szybko się rozchodzą, widocznie nikt nie usiedzi w ciszy i musi się z kimś tym podzielić.
Dziwią mnie pytania pewnych osób "żartujesz...? " "co ty opowiadasz..." i takie tam prawda, jak zawsze. Dobiło mnie jedno "od kiedy to masz?". Od kiedy to mam...? To już lekka przesada, powołanie to NIE jest żadna choroba, po pierwsze... Mam jednak nadzieję że to było przejęzyczenie... Jednak gdy pytam się czemu mam tego nie robić, mówią że mają na to tysiące argumentów. No tak tak ich dużo, ale na drugie pytanie żeby mi kilka wymienili to poczekaj, chwilka, i wychodzi na to że, na jednym się kończy, o ile w ogóle na jednym... Ujdą też pewne śmiechy, niedowierzanie, na przykład "o będę miała ślub za darmo." , to nie przeszkadza, mnie również bawi, rozluźnia atmosferę. Jedni się o mnie martwią, ale to nie jest jakieś negatywne myślenie, to jedynie troska. Ktoś też mnie się spytał czy nie jest to ucieczka od świata, problemów... Ja jednak tego pytania nie rozumiem, jak można traktować seminarium jako ucieczkę...? Nie mam problemów tak wielkich żebym sobie z nimi nie dał rady, albo się przed nimi kryć. Kolejnym pytaniem, które się pojawiało, było na temat miłości. Zastanawia mnie też o jaką "miłość" tym osobom chodzi, bo różne są wyobrażenia i każdy myśli wartościując według swoich zasad. Ale moja odpowiedź jest prosta, kocham wszystkich, niektórych może trochę bardziej, i tak powinno być.
Czemu ten świat ma jakieś uprzedzenia do księży, i do życia jakie prowadzą...? Są jednak tacy którym to nie przeszkadza, po prostu każdy ma swoją drogę, a znajomość takich osób nie jest im obce. Seminarium to też szkoła i chodzą tam zwykli ludzie, dla których Bóg jest bardzo ważny, z którymi można się przyjaźnić, rozmawiać na wszystkie tematy, nie ma w tym nic nadzwyczajnego, nienormalnego, co odsuwa, straszy, co może stawiać granicę pomiędzy. Ale jedni w taki sposób to odbierają, nie wiem czemu...
Ja czuję że jest to moje powołanie... Chce w tym wytrwać i nie poddać się... Bliskie mi osoby to rozumieją i mnie wspierają, i za to im jestem bardzo wdzięczny... W Bogu odnajduje swoje szczęście. Przepełnia mnie radość gdy myślę że takie życie może się spełnić. Modlitwa i kościół również są bardzo ważne, i płynie z nich wielka nauka...
Tak to jest Moja Droga...
Chcę poznać wasze zdanie, komentujcie... Wyraźcie swoje własne zdanie, krytyczne lub budujące. Chce wiedzieć co sądzą o tym inni ludzie...
Proszę, i dziękuje za wasze opinnie...
wtorek, 13 kwietnia 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Więc chcesz zostać księdzem? Przyznam że słyszałam o tym już wcześniej i to od samego Ciebie ale z lekkim niedowierzaniem przyjęłam tą informację. Nadal robi na mnie duże wrażenie szczególnie po przeczytaniu Twojego wyznania tutaj. Nie neguję Twojej decyzji w żaden sposób, jeżeli tego właśnie pragniesz powinieneś do tego właśnie dążyć. Nie możesz się dziwić reakcjom innych ludzi na to, że chcesz być księdzem. Sam przyznasz, że jest to coś niezwykłego. Powołanie człowieka do bycia duchownym nie zdarza się co dzień na naszych oczach, dlatego spotykasz się z takimi reakcjami. Postać księdza kojarzy się nam jako młodym ludziom stereotypowo z abstynencją, ciągłą modlitwą. Dowiadując się o takiej decyzji kolegi budzi się w nas niedowierzanie i pytania dlaczego właśnie tak chcesz.
OdpowiedzUsuńMoje zdanie na ten temat jest takie, że jeśli naprawdę tego w życiu pragniesz powinieneś dążyć do tego by zrealizować swoje plany i miejmy nadzieję, że będziesz dobrym księdzem.
Dziękuje za wypowiedzenie się, tylko szkoda że anonimowo...
OdpowiedzUsuńWitam Cię...
OdpowiedzUsuńZacznę od tego, że czytając akurat tego posta na Twoim blogu czytałem tak jakby o swoim życiu z jednym tylko wyjątkiem, że jestem zdrowy. Od pewnego czasu rozważam seminarium duchowne jako swoją dalszą drogę życia. Od pewnego księdza słyszałem, że powołanie na początku objawia się marzeniem zostania księdzem. Wiem, że może to brzmieć tak jakby mały chłopiec mówił, że chce zostać strażakiem. Ale to są trochę innego rodzaju marzenia. U każdego powołanie objawia się inaczej.
Co do opinii innych osób ja akurat powiedziałem tylko najbliższym 2 kumplom i jednej koleżance. Jeden kumpel powiedział, że jestem głupi, że całe życie sobie zmarnuje... Drugi powiedział, że jeszcze mogę z czasem zmienić decyzje ale że mi by mi to pasowało. Koleżanka natomiast była pod wrażeniem głównie tego, że chce poświęcić całe swoje życie. Była tym mile zaskoczona i mnie podziwia. Dlatego trzeba przetrwać te najgorsze opinie i zmierzać do celu.
Najbardziej mnie zszokowało jak byłem z klasą na rekolekcjach, trzeciego już dnia kiedy była msza św. wszyscy usiedli i z lekkim opóźnieniem ruszyła procesja z darami. Oczywiście wstałem a ze mną parę innych osób z innych klas. Na to jeden kolega z mojej klasy odparł: "Paweł, Ty jesteś wierzący??" To mnie zabolało.
Co do Twojej choroby to przytoczę przykład mojego ks. wikariusza. Był on chory na chorobę zwaną całkowite zesztywnienie mięśni. (Podejrzewam, że jest to cięższa choroba od Twojej.) Widział jak inni ludzie zdrowieją i pytał Boga dlaczego to nie on. Wstąpił do seminarium (potrzebował na to specjalne zaświadczenie od lekarza). Gdy już został księdzem miał bardzo mocne objawy choroby. przez miesiąc leżał w łóżku nie mogąc się ruszyć. Jak to się dalej rozwijało nie wiem lecz dwa lata temu poszedł na badania i lekarze nie dowierzali, że choroba całkowicie ustąpiła (ponoć osoby, które z niej wychodzą mają jakieś pozostałości np. częściowy paraliż). On natomiast jest zupełnie zdrowy. To jest przykład osoby, która zawierzyła Bogu i została uzdrowiona. Teraz jest diecezjalnym duszpasterzem niepełnosprawnych i pomaga innym przetrwać cierpienie.
Mógłbym tak jeszcze trochę pisać ale jest już trochę późno i jestem zmęczony. Jeżeli miałbyś ochotę popisać ze mną to podaje Ci mój e-mail: pawas1@op.pl
Pozdrawiam!! Może będzie nam dane kiedyś się spotkać na jakimś spotkaniu księży :D
Życzę Ci dużo zdrowia i wytrwania w swoich postanowieniach... Paweł
Czy osoba chora na Mukowiscydozę, która ma (LEKKIE OBJAWY CHOROBY) może pełnić służbę Kapłańsko?
OdpowiedzUsuńBardzo Proszę o odpowiedź.
Pozdrawiam.
Każdy może zostać bezwzględnie na chorobę. Znam kilka przypadków o księżach którzy wstępowali do seminariów z różnymi schorzeniami.
OdpowiedzUsuń