Byłem tu pierwszy raz, to dla mnie wielkie i bardzo ważne wydarzenie...
Gdy dojechaliśmy na miejsce po południu, parking był już prawie cały zajęty przez autokary z pielgrzymami. Setki ludzi przybywają tu co dzień, i chcą uczestniczyć w tym cudownym wydarzeniu, jakim modlitwa i czuwanie przy obrazie Matki Boskiej.Wieża klasztoru była widoczna już z daleka. I to szczęście gdy już się tam jest, wreszcie można wysiąść i po prostu iść... Iść do wiecznego miejsca, umiłowanego przez królów, ważne osobistości i wszystkich polaków...
Kilka wolnych godzin to jednak za mało czasu by móc wszystko zwiedzić, nacieszyć się tym widokiem. Wchodząc od miasta idzie się pod górkę, długą aleją, po obu stronach obsadzoną drzewami. Widok ten musi być przepiękny gdy wszystkie rośliny odżywają, pokrywają się młodymi listkami, i kwiatkami... Krótki spacerek, odpoczynek na ławeczce, podziwianie widoku klasztoru górującego nad wszystkim. Po przejściu przez bramę zaczyna się park. Mnogość przecinających się alejek, miejsc do siedzenia, nieduży staw, i plac zabaw nadają mu spokoju, można się tu wyciszyć...Następnie po krótkim spacerku ruszamy z kilkoma znajomymi dalej... Zatrzymaliśmy się na głównym placu przed klasztorem. Widok przecudowny, a do tego rozmowy i miła atmosfera która udzielała się wszystkim. I tu jeszcze jedno zdjęcie z naszej pielgrzymki... ( i w tle na dole, oczywiście moje buty)
Po tym wszystkim zostaje wejście już na obszar samego klasztoru...
Na początek przywitanie młodzieży która przybyła w to święte miejsce. Gdy ogromna sala zapełniła się aż po brzegi zaczęło się przemówienie. Był tam też chórek, gitarzyści, bębenki, i nawet osoba grająca na flecie, każdy kto chciał mógł do niego się przyłączyć. Pomyślałem, czemu nie...? można by spróbować... I tak ruszyłem z kilkoma koleżankami... Wspólny, radosny śpiew, chwalący Pana, to dopiero było pozytywne przeżycie... Tak, to coś wspaniałego, łączyć się z innymi w śpiewie. Na pewno tego nie zapomnę, i już zawsze będę próbował dołączyć się do chóru.
Nauka wygłaszana przez księdza dawała też wiele do myślenia, i wiele wnosiła do życia. Przynajmniej powinna, bo poruszała tematy miłości partnerskiej, tej prawdziwej... Dla wielu osób była to dobra lekcja. Dla mnie nie...? Może nie do końca, bo życie w związku nie jest moim celem i się w nim nie widzę... Ale nie ukrywam że te słowa wiele mnie nauczyły, i jeśli ja z nich nie skorzystam, to wszyscy inni powinni wziąć je głęboko do serca i głęboko się nimi kierować. Nie będę mówić o tym dokładnie bo nie są to moje słowa, ale zgadzam się z nimi, i już wcześniej poruszałem podobny temat. Może w przyszłości zajmę się nim na nowo, trochę szerzej...
Po przywitaniu się z młodzieżą i nauce ku niej skierowanej, została chwila na zwiedzanie.
Teraz zaczynała się czas modlitwy, który rozpoczęła Droga Krzyżowa na wałach. Było tak wielu pielgrzymów że droga którą podążaliśmy ciągnęła się metrami, i nie dało się dojrzeć końca. Wyglądało to, i było świetne, do tego te cudowne pieśni...
I teraz wszyscy udali się do środka, by zacząć czuwanie przy świętym obrazie. Chciałem być jak najbliżej, ale jak to zrobić gdy było aż tylu ludzi...? Ale Bóg mnie wysłuchał i z samego końca kaplicy, pełnej pielgrzymów, dostałem się pod ołtarz. Często mi się zdarza że czaka ma mnie jedno wolne miejsce... Podchodząc bliżej, moje serce biło coraz mocniej, to uczucie szczęścia... Ta atmosfera która mnie ogarniała była nie do opisania... Pierwszy raz i spotkało mnie tyle pozytywnych rzeczy... Bardzo mili ludzie, wszystko było takie piękne... Brakuje słów do opisanie tego wszystkiego...? Tak, bo doznałem czegoś czego nie potrafię opisać słowami, trzeba tego doświadczyć samemu...
I tak dobiegł koniec naszej wizyty w Częstochowie... Pozytywnie...? Tak, nawet bardzo...
Ale został jeszcze powrót, kilka godzin wraz ze znajomymi... Nie mogłem usnąć, może to z tego całego szczęścia które mnie ogarnęło...? Nie wykluczone...
Dziękuje za przeczytanie mojej krótkiej relacji... Polecam pielgrzymkę do Częstochowy, i nie wiem czemu nie byłem tu nigdy wcześniej...? Za to piesza pielgrzymka, to musi być dopiero pozytywne przeżycie...
I tak na marginesie, że jedna godzina snu na dwa dni to jednak nie jest dobry pomysł... Oczywiście można wytrzymać, ale nie polecam. Wpis miał być wcześniej ale musiałem kilka dni odespać i wrócić do swojego normalnego rytmu dnia...


