Nasza Droga, życie, nie jest samotną wędrówką...
Jest tu miejsce dla wielu ludzi, chyba że sami nie damy im wejść...
Czemu tak się dzieje...? Czemu właśnie spotykamy tych ludzi...?
Przypomnijmy sobie, o co nieraz się modlimy. Bóg nie przychodzi sam, aby nas pouczyć, pokierować, czy pocieszyć. On przychodzi zawsze z kimś... A Jezus, utożsamia się z tymi osobami (Mt 25,31nn).
Taka mała szansa od samego Boga, by się zmienić, zobaczyć rzeczywistość która nas otacza...?
A czasami po prostu, by poznać bliżej człowieka...
Bo można przejść obok czyjegoś nieszczęścia, nawet go nie zauważając, albo robiąc to specjalnie...
Możemy tłumaczyć sobie, że to nie moja sprawa, ja mam gorzej... Jeśli to czytasz, to nie sądzę.
Bo w swoim krótkim życiu, spotkałem bezdomnych, umierających na różne choroby, osoby które wiedzą, że nigdy nie wstaną z wózka...
Po tych spotkaniach wiem tylko jedno, po za rozmową, nie potrafię pomóc tym ludziom... Może kiedyś będę, i do tego dążę... Staram się, by w przyszłości móc pocieszyć ich słowem...
Czy zmienimy się, gdy Bóg zatrzęsie ziemią...? A gdy zatrzęsie naszym sercem...?
Samemu bardzo trudno nieraz, przejść nawet kawałek drogi.
niedziela, 21 sierpnia 2011
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



W drugim człowieku poznajemy Boga, a obgadując tego człowieka z Bogiem, coraz lepiej go poznajemy. Ale poznanie ludzkie, takie po prostu, przy kawie, też jest ważne... Pozdrawiam - niech powołanie kwitnie i owocuje kiedyś :D
OdpowiedzUsuń