piątek, 18 lutego 2011

Anioły...

Chcę napisać nie o aniołach z naszych wyobrażeń, o lśniących, skrzydlatych postaciach z niebios (choć ten temat też mnie interesuje), ale bardziej "przyziemnie", tak jak na przykład w Księdze Tobiasz. Właśnie o nich, lub o ludziach którzy zasługują na takie miano "Naszych Aniołów". Tych których często spotykamy raz w życiu, a którzy potrafią nam pomóc i wskazać właściwą drogę.



Jakby wyglądało moje życie bez tych przypadkowych spotkań...?
-Było by na pewno o wiele uboższe. I tak jak jest w chińskim przysłowiu:
"Jedna dzień z mędrcem, jest lepszy niż dziesięć lat nauki"
Bo chwila rozmowy o czyjejś drodze życiowej, lub jego świadectwie może zmienić nasze spojrzenie na świat. Czy jest to bezdomny, z którym siedzisz czekając na autobus, czy zakonnik który poleci jakąś książkę. Ale wszystko też zależy od nas, czy my chcemy rozmawiać, i przede wszystkim słuchać. Musimy być otwarci na wszystkich ludzi, nie możemy oceniać po statusie społecznym, czy wyglądzie. Bo każdy człowiek potrzebuje rozmowy, a płyną przy tym korzyści dla dwóch stron. (Polecam tu również polski film "Trzeci" Jana Hryniaka)
Ale na naszej drodze mogą też znaleźć się osoby które potrzebują pomocy. Nie mówię o jakiś heroicznych czynach, ale o drobnostkach. Gdy pomogłem tak jednej przypadkowej osobie poczułem się cudownie, mała rzecz a tyle radości, pamiętam to do dziś...

Strasznie krótko, i ogólnikowo... Wiem, ale choć ferie to nie ma czasu...
A dziś powrót do seminarium, i znów przerwa od środków masowego przekazu (ale to dobrze)...

1 komentarz: