"... Bogu to jedynie starość nie wyszła.
Bo na starość to człowiek się robi zrzędliwy i uciążliwy..."
Ile to już ciekawych myśli usłyszałem, a nie spisałem, i tu mój błąd. Skłaniają one do przemyśleń, może czasem mają głębszy sens.
Od teraz będę je zapisywał i publikował, bo w moim otoczeniu dużo jest osób które dużo wiedzą o życiu, religii ( nie tylko chrześcijańskiej).
A ich autorzy niech pozostaną anonimowi.
niedziela, 27 czerwca 2010
środa, 23 czerwca 2010
Prawda...
W naszym kraju mamy wolność słowa. Możemy rozmawiać na wszystkie tematy.
Możemy również bez przeszkód krytykować ludzi, poglądy, po prostu wszystko...
Tylko czemu tak często w tłumie tych informacji, własnych zdań, ginie Prawda...?
A ludzie sami jej nie szukają, wolą słuchać co mają do powiedzenia inni...
Trochę szkoda że większość ślepo patrzy na to co dają media, a pewne rzeczy są po prostu ukrywane...
Czego jeszcze nie nie mogę znieść...? Anonimowych krytyków, którzy wiedzą wszystko... Jak już pisać o kim, o czymś mocne zdania, wysuwać oskarżenia lub coś w tym stylu. Brak odwagi...? Ciekawe czy tacy ludzie potrafili by rozmawiać o pewnych rzeczach normalnie, bez tej zasłony jaką daje internet. I często przydały by się jakieś konkretne argumenty...
Każdy powinien mieć swoje zdanie, i potrafić je wypowiadać... Bo nie wszystkim mediom można ufać.
Bo na przykład ankiety...?
Dam taki prosty i trochę głupi przykład. Po co mi wiedzieć że statystyczny polak je w 50% jajecznicę, a w 50% parówki, jak ja wolę sobie zjeść bułkę z miodem...
Ale wielu w to wierzy, i gorszymi nie będą, zjedzą jajka albo parówki.
I gdy się krytykuje to nie anonimowo, bo tak to każdy potrafi, ale przydało by się trochę odwagi.
Możemy również bez przeszkód krytykować ludzi, poglądy, po prostu wszystko...
Tylko czemu tak często w tłumie tych informacji, własnych zdań, ginie Prawda...?
A ludzie sami jej nie szukają, wolą słuchać co mają do powiedzenia inni...
Trochę szkoda że większość ślepo patrzy na to co dają media, a pewne rzeczy są po prostu ukrywane...
Czego jeszcze nie nie mogę znieść...? Anonimowych krytyków, którzy wiedzą wszystko... Jak już pisać o kim, o czymś mocne zdania, wysuwać oskarżenia lub coś w tym stylu. Brak odwagi...? Ciekawe czy tacy ludzie potrafili by rozmawiać o pewnych rzeczach normalnie, bez tej zasłony jaką daje internet. I często przydały by się jakieś konkretne argumenty...
Każdy powinien mieć swoje zdanie, i potrafić je wypowiadać... Bo nie wszystkim mediom można ufać.
Bo na przykład ankiety...?
Dam taki prosty i trochę głupi przykład. Po co mi wiedzieć że statystyczny polak je w 50% jajecznicę, a w 50% parówki, jak ja wolę sobie zjeść bułkę z miodem...
Ale wielu w to wierzy, i gorszymi nie będą, zjedzą jajka albo parówki.
I gdy się krytykuje to nie anonimowo, bo tak to każdy potrafi, ale przydało by się trochę odwagi.
poniedziałek, 21 czerwca 2010
Młodzi Tej Ziemi !
W piątek wyruszyłem na zjazd młodzieży w Drohiczynie.
Tematem była religia, i ekologia, ale nie zabrakło piosenki, śpiewów, i tańców...
Pojechałem tam sam, na początku zastanawiałem się czy to dobry pomysł, jednak z kimś to inaczej... Na miejscu byłem trochę wcześniej, ale już wtedy było sporo osób i rozstawionych namiotów, zjazd był dwudniowy. I tak przechadzałem się sam po placu, wszedłem na na, i tak obserwuje co się dzieje... Nagle spostrzegłem kolegę, szybko zszedłem i pobiegłem na pole namiotowe. Okazało się że jest tam już kilku moich znajomych, poznałem również wiele innych nowych osób.
Świetne uczucie gdy jedzie się z niepewnością co się tu zastanie, kogo spotka, i nagle spostrzegasz że wszystko układa się nawet lepiej niż w myślach. Taka niespodzianka od losu...
Rozbiłem więc namiot wśród znajomych. Znajomych...? Tam w sumie wszyscy stawali się przyjaciółmi... Miła atmosfera, i tak jakby wszystkich znało się już od dawana.
Pierwszego dnia jeszcze przed zachodem słońca występy zaczęła grupa rockowa "Pojednanie". Widoki były o tej porze przepiękne.
Potrafili zachęcić do zabawy młodych, mieli wiele piosenek które słyszałem po raz pierwszy.
I to zdanie: "... że Boga można chwalić również poprzez muzykę o rockowym brzmieniu...". Zabawa trwała kilka godzin, następnie przyjechał biskup, krótka przemowa, Anioł Pański, i jeszcze krótki powrót do muzyki. Gdy było już ciemno wszyscy poszliśmy do namiotów "spać". O której wreszcie usnąłem...? Nie wiem... Śmiechy, rozmowy, opowieści, i kto by tu chciał spać...?
Na sen miałem może 5 godzin, potem jeszcze
odespałem z rana. I tu zaczął się nowy dzień, zaczęli zjeżdżać nowi uczestnicy. Rozkładaliśmy nowe namioty tematyczne, ustawialiśmy krzesła, ławki, wystawę prac. Atrakcji również nie zabrakło, loteria, i miejsce gdzie zgniatało się butelki plastikowe, bo zjazd był również o ekologii, więc zebrało się wiele surowców. Wracając do tej ścianki z miejscem do zgniatania butelek, zaczęliśmy organizować tak zawody, kto zgniecie najwięcej butelek... Zabawa przednia, łączyła pożyteczne z przyjemnym, a i nagród nie zabrakło...
Przy jednym namiocie, gdy roznosiliśmy ławki, pewien zakonnik zapytał się czy wiemy kto jest patronem ekologów...? To akurat wiedziałem, Św. Franciszek z Asyżu, i taka krótka rozmowa o środowisku.
Przyjechałem sam, jako zwykły uczestnik, a pomagałem KSM'owi w organizacji, dostałem za to koszulkę wolontariusza...
Po południu miejsce na scenie zajął Jan Pospieszalski. Przedstawił ciekawe fakty, ale o tym może innym razem. Oraz Szynom Grzelak, który poruszał tematy miłości i seksualności młodych ludzi.
Ich wypowiedzi były bardzo ciekawe, skłaniające do przemyśleń, nowe informacje z których wyciągnąłem bardzo wiele. Nauczyłem się czegoś nowego, trochę zmieniłem postrzeganie na niektóre tematy. Było to korzystne dla wszystkich.
Potem swoje talenty prezentowali laureaci festiwalu piosenki religijnej. Wszyscy pokazali bardzo wysoki poziom swoich umiejętności.
A tu jeszcze kilka zdjęć, może nie są najlepsze bo z telefonu...



I tak zaczęliśmy powoli zbliżać się do końca. Msza święta, bardzo lubię gdy odbywa się plenerowo. I pozostało jedynie wejście na kopiec. Wciąż grała muzyka. A do tego pogoda która do tej pory była ładna, nawet aż za bardzo, bo na niebie nie było żadnej chmurki, zaczęła się powoli zmieniać. Ze wszystkich stron zaczęły okrążać nas burzowe chmury, pioruny, w okół ciemno, a nad nami spokój, wiadomo że Bóg nad naszym zjazdem czuwał...
Wejście na kopiec w ciszy, było wielkim wydarzenie. Na samym szczycie wszyscy uczestnicy otrzymywali Krzyżyk Jedności.
Pęknięty krzyż który przed całkowitym rozłamem utrzymuje przybity do niego Jezus i sieć Piotra.
A wszystko odbywało się przy płomieniach pochodni, i błyskami piorunów... Po prostu wrażenia i uczucia nie do opisania...
A tu mój identyfikator i krzyżyk jedności przyjęty na kopcu

Polecam wszystkim Święto Młodych Tej Ziemi, następne spotkanie już za rok...
Długo nie pisałem, bo po powrocie ze zjazdu wyjechałem dalej...
Dziękuje również tym którzy regularnie odwiedzają mój blog...
Tematem była religia, i ekologia, ale nie zabrakło piosenki, śpiewów, i tańców...
Pojechałem tam sam, na początku zastanawiałem się czy to dobry pomysł, jednak z kimś to inaczej... Na miejscu byłem trochę wcześniej, ale już wtedy było sporo osób i rozstawionych namiotów, zjazd był dwudniowy. I tak przechadzałem się sam po placu, wszedłem na na, i tak obserwuje co się dzieje... Nagle spostrzegłem kolegę, szybko zszedłem i pobiegłem na pole namiotowe. Okazało się że jest tam już kilku moich znajomych, poznałem również wiele innych nowych osób.
Świetne uczucie gdy jedzie się z niepewnością co się tu zastanie, kogo spotka, i nagle spostrzegasz że wszystko układa się nawet lepiej niż w myślach. Taka niespodzianka od losu...
Rozbiłem więc namiot wśród znajomych. Znajomych...? Tam w sumie wszyscy stawali się przyjaciółmi... Miła atmosfera, i tak jakby wszystkich znało się już od dawana.
Pierwszego dnia jeszcze przed zachodem słońca występy zaczęła grupa rockowa "Pojednanie". Widoki były o tej porze przepiękne.
Potrafili zachęcić do zabawy młodych, mieli wiele piosenek które słyszałem po raz pierwszy.
I to zdanie: "... że Boga można chwalić również poprzez muzykę o rockowym brzmieniu...". Zabawa trwała kilka godzin, następnie przyjechał biskup, krótka przemowa, Anioł Pański, i jeszcze krótki powrót do muzyki. Gdy było już ciemno wszyscy poszliśmy do namiotów "spać". O której wreszcie usnąłem...? Nie wiem... Śmiechy, rozmowy, opowieści, i kto by tu chciał spać...?
Na sen miałem może 5 godzin, potem jeszcze
Przy jednym namiocie, gdy roznosiliśmy ławki, pewien zakonnik zapytał się czy wiemy kto jest patronem ekologów...? To akurat wiedziałem, Św. Franciszek z Asyżu, i taka krótka rozmowa o środowisku.
Przyjechałem sam, jako zwykły uczestnik, a pomagałem KSM'owi w organizacji, dostałem za to koszulkę wolontariusza...
Po południu miejsce na scenie zajął Jan Pospieszalski. Przedstawił ciekawe fakty, ale o tym może innym razem. Oraz Szynom Grzelak, który poruszał tematy miłości i seksualności młodych ludzi.
Ich wypowiedzi były bardzo ciekawe, skłaniające do przemyśleń, nowe informacje z których wyciągnąłem bardzo wiele. Nauczyłem się czegoś nowego, trochę zmieniłem postrzeganie na niektóre tematy. Było to korzystne dla wszystkich.
Potem swoje talenty prezentowali laureaci festiwalu piosenki religijnej. Wszyscy pokazali bardzo wysoki poziom swoich umiejętności.
A tu jeszcze kilka zdjęć, może nie są najlepsze bo z telefonu...
I tak zaczęliśmy powoli zbliżać się do końca. Msza święta, bardzo lubię gdy odbywa się plenerowo. I pozostało jedynie wejście na kopiec. Wciąż grała muzyka. A do tego pogoda która do tej pory była ładna, nawet aż za bardzo, bo na niebie nie było żadnej chmurki, zaczęła się powoli zmieniać. Ze wszystkich stron zaczęły okrążać nas burzowe chmury, pioruny, w okół ciemno, a nad nami spokój, wiadomo że Bóg nad naszym zjazdem czuwał...
Wejście na kopiec w ciszy, było wielkim wydarzenie. Na samym szczycie wszyscy uczestnicy otrzymywali Krzyżyk Jedności.
Pęknięty krzyż który przed całkowitym rozłamem utrzymuje przybity do niego Jezus i sieć Piotra.
A wszystko odbywało się przy płomieniach pochodni, i błyskami piorunów... Po prostu wrażenia i uczucia nie do opisania...
A tu mój identyfikator i krzyżyk jedności przyjęty na kopcu
Polecam wszystkim Święto Młodych Tej Ziemi, następne spotkanie już za rok...
Długo nie pisałem, bo po powrocie ze zjazdu wyjechałem dalej...
Dziękuje również tym którzy regularnie odwiedzają mój blog...
piątek, 11 czerwca 2010
Młodzi Tej Ziemi !
Tak, tydzień temu Lednica, a dziś spotkanie Młodych tej Ziemi w Drohiczynie...
Liczę na powtórkę z rozrywki... Może też napisze jak było, kilka zdjęć się zrobi...
Pozdrawiam i do zobaczenia, może już niedługo...
Liczę na powtórkę z rozrywki... Może też napisze jak było, kilka zdjęć się zrobi...
Pozdrawiam i do zobaczenia, może już niedługo...
środa, 9 czerwca 2010
Lednica 2010
Udało się! Byłem nad Lednicą...
Dnia 5 czerwca było nas około 80 tysięcy.
Już od rana pola Lednickie były pełne młodzieży, i nie tylko...
Dróżka prowadząca nad jezioro była wciąż pełna ludzi. Od miejsca postoju szło się w tłumie osób, również napełnionych pozytywną energią... Już samo dojechanie na miejsce było wielkim przeżyciem, potem już tylko ten kawałek pieszo, a emocje rosły z każdą chwilą zbliżania się do celu. Całe pielgrzymki podążały do tego miejsca, z każdej grupy można było usłyszeć wesołe śpiewy.
Trochę trudno wszystko tu umieścić, bo są to wrażenia nie do opisania, trzeba to przeżyć samemu.
Po ciągłych deszczach, pogoda trafiła się wyśmienita, tylko słoneczko i kilka chmurek. Było aż za gorąco, przez długi czas brak wiatru, a o cieniu można było pomarzyć... Ale było ładnie, i można było się opalić...
Przy wejściu i rejestracji dostawało się medalik, śpiewnik lednicki, książę "Eros et iuvntus!"
Oczywiście nie mogło zabraknąć miodu...
Muszę przyznać, miód jest przepyszny, słodycz połączona z lekką goryczką, wyczuwalną w gardle, takie smaku jeszcze nie czułem w ustach... Po prostu trzeba go spróbować... Jeszcze mam pół słoiczka, jest tak dobry, że co dzień biorę tylko troszkę, żeby posmakować. Szkoda tylko że jest go tak mało... I chyba jest to miód spadziowy, dla zainteresowanych, ale nie jestem do końca pewien...
I już po przekroczeniu wejścia, widać ogrom imprezy... Wszyscy mają dobry humor, szczęśliwi że tu są pierwszy raz, lub że udało im się przybyć tu kolejny raz...
Było to już 14 spotkanie młodzieży na polach Lednickich. Tegoroczny zjazd był pod tytułem "Kobieta - Dar i tajemnica". Temat trochę zaskakujący, zważając na burzliwe debaty o konieczności celibatu, w kościele katolickim... Ale o tym może szerzej, w innym wpisie...
Co jest tu, ciekawym i dobrym pomysłem...? - Spowiedź...
A szczególnie jej przebieg i organizacja... Dla wielu młodych ludzi, którzy mają różne podejście do kościoła, sakramentów, jest to rozwiązanie które im się podoba, i chętnie chcą przystąpić do spowiedzi, niektórzy pewnie pierwszy raz od dłuższego czasu. Ale to dobrze, oczyścić swoją duszę, sumienie... Człowiek czuje się lepiej, jest lekko na sercu... Taka powiedzmy "luźna" rozmowa z księdzem, jest dla ludzi młodych większą pomocą, siedząc, lub spacerując, odczuwa się większą bliskość, zrozumienie, nie czujemy się skrępowani, i sama pokuta i pouczenie są dal nas inaczej odebrane... Taki sposób pomógł na pewno wielu osobom, które tłumnie przystąpiły do sakramentu, co mnie cieszy...Mój pobyt był troszkę urozmaicony, ponieważ pewna dziennikarka przeprowadziła ze mną wywiad, szkoda że nie pamiętam z jakie gazety... Rozmowa była miła, związana z tematem tegorocznego spotkania. Pytania dotyczył kobiety, jak rozumiem hasło "tajemnica i dar", czy rola kobiety w obecnym kościele powinna być większa, coś w tym stylu... I dlaczego miód był tylko dla mężczyzn...? Bo był, i to jest zastanawiające, prawda...?
Nad Lednicę wiele osób, zgodzie z prośbą organizatorów, przyjechało w białych strojach, ja też cały w bieli... Wyglądało to pięknie... Doszło do tego, że koszulki, i apaszki, zostały wykupione w kilka godzin po rozpoczęciu, dla mnie zabrakło, szkoda... Ale mam za to breloczek, dostałem od przyjaciółki, dziękuje jeszcze raz... Ja kupiłem jej za to kubek.
Atmosfera była cudowna niezapomniana... Wszyscy wokół się bawili, śpiewali...
Siewcy Lednicy, ten zespół dołączył go grona najbardziej lubianych przeze mnie...
Na piosenki takie jak: "Cały Twój", "Tak, tak Panie" czekałem z niecierpliwością, a usłyszeć je na żywo i móc skakać ze wszystkimi w okół to coś nie do opisania... To była świetna zabawa, każdy był życzliwy, towarzyski, wszyscy byli sobie znajomymi...
Miałem słomkowy kapelusz, a komentarze w stylu: "-wyglądasz jak Billy Jean", "-świetny kapelusz", były miłe, a czasem zabawne...
Co więcej zjazd urozmaicały pochody przed rybą, tańce grup, i oczywiście pokaz lotniczy na bardzo wysokim poziomie, wykonali oni na niebie wizerunek ryby, oraz serca...
Nie można pominąć pokazu spadochronowego, było około 40 skoczków, każdy bił im brawa, a Ci w podwieszoną flagą Polski w przestworzach wyglądali na prawdę dumnie, w sumie honorowo jest uczestniczyć w czymś takim...
Dzień płynął powoli, w dobrej atmosferze, było tak gorąco, że większość tańczyła na bosaka, ja również, ale pierwsze godziny zostawiły mi jaśniejszy nieopalony ślad na stopach po skarpetkach, wyglądało to trochę komicznie...
po zachodzie słońca zaczęła się msza Święta. Była ona sprawowana w sposób który nie mógł znudzić nikogo, kazanie było więc czymś więcej, każdy wyniósł dla siebie z niej naukę. Następnie Eucharystia, odbyła się sprawnie, i też byłą wielkim wydarzeniem na Lednickich polach...
I znów zaczęły się śpiewy, i tańce, wiele grup powoli wracało do autokarów, dróżka znów była pełna ludzi, co kilka metrów było słychać inną pieśń. Wszystko co się działo odbywało się bardzo pozytywnie. Po prostu miło było patrzeć...
Zaczęły się przemowy, nauki kierowane do młodzieży, i powolne, czekanie na to by przejść pod rybą, symbolem Chrystusa, i nowego życia...
I tak cały dzień czekania na przejście, bo jednak po to się jedzie do Lednicy, by przejść pod Rybą, Bramą 3-tysiąclecia, jest to najważniejsze wydarzenie tego zjazdu, jak dla mnie... Przeżyć to to coś wspaniałego, po całym dniu zabaw i modlitw znaleźć się pod Rybą, i symbolicznie wkroczyć w dalsze odmienione życie... To promieniejące szczęście z twarzy wszystkich było również niezapomnianym widokiem... Brak słów, dla mnie było to coś wielkiego... Przy branie rozdawali tulipany, było ich dużo, ale dla mnie znów zabrakło, znów szkoda... Ale nie można mieć wszystkiego...
I z takim szczęściem przeszło się przez bramę, zaczął się natomiast powrót, wraz z grupami, do parkingów, oczywiście w miłej i przyjacielskiej atmosferze... W czasie tej krótkiej wędrówki, już po wszystkim, ale tylko dla nas, bo z oddali było słychać jeszcze śpiewy, gdy szliśmy, chyba każdy zrozumiał że jest zmęczony, i to bardzo, że od skakania bolą nogi, gardło od śpiewu, i można by było usnąć na stojąco, ale było to bardzo pozytywne...
I tak zakończył się mój pierwszy pobyt nad Lednicą. By przejść czekałem do 2 godziny... Byłem tam z przyjaciółką, siostrą i jej koleżanką, grupa jak dla mnie rewelacyjna, za rok będzie nas więcej...
Niezapomniane chwile tam przeżyłem, polecam wszystkim wybrać się nad Lednicę, bo warto przeżyć coś takiego...
A może Wy tez byliście...? Jak Wy się czuliście...? Co Wam zapadło w pamięci...?
Dużo pozytywnych uczuć, nawet trudno wszystko opisać...
Życzę szczęścia, i może widzimy się tam za rok pozdrawiam...
wtorek, 1 czerwca 2010
Lednica 2010
Modlitwa, wiara i nadzieja działają cuda!
Tak, bardzo chciałem pojechać nad Lednicę, prosiłem o to też Boga... I moja prośba została wysłuchana. Jak na razie wszystko się układa.
Bardzo się ciesze z tego powodu. To będzie na pewno duże wydarzenie, które na długo zapadnie w mojej pamięci.
Tak, bardzo chciałem pojechać nad Lednicę, prosiłem o to też Boga... I moja prośba została wysłuchana. Jak na razie wszystko się układa.
Bardzo się ciesze z tego powodu. To będzie na pewno duże wydarzenie, które na długo zapadnie w mojej pamięci.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


